Dziki zagrożeniem dla regionu

131

Trwający sezon łowiecki będzie rekordowy pod względem liczby odstrzelonych dzików w historii lokalnego PZŁ, który skupia całe byłe województwo legnickie – prognozują łowczy. I twierdzą, że już niebawem przyzwolenie na strzelanie do zwierząt przez cały rok stanie się faktem. – Afrykański pomór świń wkrótce dotrze i do nas. To kwestia czasu – nie ma wątpliwości okręgowy łowczy Ryszard Bryliński.

Fot. Pixabay

Liczba dzików w naszym regionie rośnie z roku na rok. Na początku lat 80. myśliwi strzelali w każdym sezonie do ok. 600-700 sztuk. Tymczasem dwa lata temu ich pozyskanie oszacowali już na ponad… 7,5 tys! Był to rekord w historii lokalnych struktur Polskiego Związku Łowieckiego, ale wszystko wskazuje na to, że niebawem zostanie pobity.

– Strzelimy jak najwięcej, by ograniczyć pogłowie. Mam nadzieję, że pobijemy ten rekord – liczy Ryszard Bryliński, okręgowy łowczy. Skąd takie życzenie?

Coraz więcej Czytelników zgłasza nam, że widzieli dziki na obrzeżach miasta, w Legnicy, dokładnie na osiedlu Piekary, zwierzęta przychodzą nawet do miasta. Szczególnie w nocy, podchodzą bliżej bloków i grzebią w śmieciach.

„To naturalne” – słyszę od pasjonata myślistwa, który zauważa, że to właśnie ludzie zapraszają zwierzynę do własnych ogródków i podwórek. – Wyrzucamy jedzenie, nieświadomie je dokarmiając. Gdyby pan był dzikiem, wolałby pan siedzieć teraz w lesie, gdzie trwa odstrzał? Czy wyszedłby pan na bezpieczny teren, gdzie jest spokój i jeszcze ktoś rzuca obiad pod nos? – pyta retorycznie.

– Szukają łatwego pożywienia, tak jest zresztą w całej Polsce. Dziś dziki są już w Warszawie, ale ostatnio pojawiły się i nad morzem, bo słyszałem doniesienia o rozkopanych plażach. Dlatego na wschodzie Polski sezon polowań na nie trwa cały rok, ale w praktyce strzela się bez przerwy już w całym kraju. To kwestia czasu, kiedy oficjalnie zostanie to wprowadzone także u nas – przewiduje Ryszard Bryliński, łowczy okręgowy.

Ryszard Bryliński, okręgowy łowczy

Jeszcze 15 lat temu myśliwi z okręgu legnickiego zabijali ok. 2 tys. dzików w sezonie. Dziś pozyskują ich prawie czterokrotnie więcej. Populacja zwierzyny rośnie, co staje się szczególnie groźne, gdy jest narażona na choroby. A do Polski dotarł przecież ASF, czyli afrykański pomór świń. Początkowo tylko w pobliże wschodniej granicy, jednak ostatnie raporty mówią o przypadkach zauważonych nawet 200 kilometrów na zachód.

Niepokój budzą również statystyki związane z potwierdzonymi przypadkami zarażonych dzików. W lipcu br. odnotowano 10 padłych zwierząt, u których stwierdzono obecność ASF. Na przełomie listopada i grudnia br., w ciągu zaledwie sześciu dni, potwierdzono chorobę u 45 dzików! Sytuacja jest poważna, o czym świadczą ostatnie decyzje Ministerstwa Środowiska. W ubiegły piątek, 8 grudnia, resort poinformował, że zamierza przeznaczyć 5 mln zł na walkę z ASF. Od początku roku chorobę wykryto już u ponad pół tys. osobników!

– Zagrożenie jest bardzo duże i musimy podjąć działania na równie dużą skalę. Jak najszybciej należy zmniejszyć ilość dzików i badać zwierzęta padłe, np. w wypadkach komunikacyjnych. To już rola myśliwych, by sprawnie zakończyli planowany odstrzał. Wtedy będziemy mogli rozpocząć odstrzał sanitarny, by zredukować liczbę tych zwierząt – wyjaśnia Barbara Małecka-Salwach, powiatowy lekarz weterynarii w Legnicy.

Weterynarz przekonuje, że brak działania doprowadzi do zawleczenia choroby do gospodarstw, których właściciele hodują świnie. – Mięso wieprzowe jest jednym z podstawowych działów żywności. To sprawia, że mamy do czynienia z zagrożeniem dla gospodarki kraju – zauważa Małecka-Salwach.

– Skąd pod stolicą dziki zarażone ASF? To przecież oczywiste! Ludzie je przenieśli – nie ma wątpliwości łowczy Bryliński. – To tylko kwestia czasu, aż choroba pojawi się na naszym terenie – uważa.

Jego przypuszczenia potwierdza powiatowy lekarz weterynarii. To właśnie ludzie mieli największy wpływ na wystąpienie choroby w Polsce. To także ludzie mogą pomóc ASF rozprzestrzenić się w całym kraju w bardzo szybkim tempie.

– Choroba jest niegroźna dla ludzi, należy o tym pamiętać. Zwierzęta reagują jednak bardzo szybko – dostają gorączki i padają. Z kolei jedną z najniebezpieczniejszych dróg zawleczenia choroby nie są dziki, a właśnie ludzie – tłumaczy Barbara Małecka-Salwach. – Trafia do nas jedzenie z różnych źródeł, np. z zagranicy. Szynka w naszej kanapce może pochodzić z chorej świni, co oznacza, że wirus jest w wędlinie nadal obecny. Kiedy dzik wywęszy resztki takiego jedzenia, po zjedzeniu zarazi się ASF – uczula weterynarz.

Łowczy Bryliński wspomina, że przeszło 30 lat temu w dawnym województwie legnickim szalał pomór, tyle że klasyczny.

– W latach 80. padło przez to wiele dzików, ale to była inna choroba. Tamten pomór zabijał 90 proc. populacji, a osobniki, które przeżyły, były zdrowe. Afrykański pomór świń sprawia, że pada ok. połowa zwierzyny, ale reszta już do końca życia pozostaje nosicielami – niepokoi się szef PZŁ w okręgu legnickim. I wraca do „rekordu” z sezonu łowieckiego 2015/16, gdy strzałów padło więcej niż kiedykolwiek wcześniej. – W tym sezonie strzelimy jak najwięcej. Mam nadzieję, że pobijemy ten rekord. To ważne, by ograniczyć pogłowie, skoro wiemy, co nam grozi przy braku reakcji – kończy Bryliński.


POWIĄZANE ARTYKUŁY