Postrzelony pies skonał w męczarniach

5

Na własnym polu, 100 metrów od zabudowań, znaleźli zwłoki swojego psa. Zwierzę zostało zastrzelone. Właściciele podejrzewają myśliwych.

Rocky został zastrzelony w Dziesławiu. Sprawca, jak dotąd, pozostaje nieznany (Fot. TOZ/ Facebook)

To nieszczęśliwego zdarzenia doszło w Dziesławiu, w gminie Ścinawa. Na granicy działania dwóch kół łowieckich Czajka Wrocław i Ostoja Wrocław właściciele znaleźli swojego pupila, martwego.

„Zmasakrowali mu cały tył i zostawili, żeby się wykrwawił. On przez całą noc leżał i się wykrwawiał! Po postrzeleniu jeszcze zdążył się na przednich łapach przeczołgać 30 metrów. Wszędzie było pełno krwi. Nasz pies skonał w męczarniach! Dla nas był nie tylko zwierzęciem, był członkiem naszej rodziny! Został postrzelony 100 metrów od zabudowań wiejskich na naszym polu. W chwili obecnej obawiamy się o swoje życie. Nie wiadomo czy i nas myśliwi nie postrzelą, skoro nie potrafią odróżnić dzika od psa” – piszą właściciele w liście do Towarzystwa Ochrony Zwierząt w Lubinie.

Sprawa została zgłoszona na policję. – Tak, zajmujemy się tą sprawą – potwierdza asp. sztab. Jan Pociecha. Na razie nie można stwierdzić, kto strzelał. Choć do zdarzenia doszło w ubiegłą sobotę, prezesi obu kół łowieckich twierdzą, że o zastrzelonym psie dowiedzieli się od naszej redakcji i nie komentują sprawy.

Właściciele psa proszą o pomoc i informacje, mogące pomóc ustalić sprawców.

Rocky był dla właścicieli niemal jak członek rodziny

Przy okazji rozgorzała dyskusja o granicach działalności łowieckiej. Czy rzeczywiście myśliwym wolno wszystko?

– Każde wyjście w teren i polowanie z bronią może odbywać się tylko na podstawie imiennego zezwolenia, które określa na jakie zwierzęta, w jakiej ilości i w jakim obrębie dany myśliwy może polować. Osoba, która nie ma przy sobie takiego zezwolenia, w świetle prawa jest kłusownikiem – mówi rzecznik lubińskiego nadleśnictwa, a prywatnie także myśliwy, Norbert Wende. – W naszym nadleśnictwie nie mamy zgłoszonych przypadków kłusownictwa – dodaje.

Czy można zatem bezpiecznie „wybiegać” psa na własnym polu? Okazuje się, że niekoniecznie.

– Płoszenie dzikich zwierząt jest zabronione, więc właściciel, który pozwala swojemu psu na gonienie saren czy ptaków, popełnia wykroczenie – mówi Wende.

Nieodpowiedzialnego właściciela można ukarać mandatem, ale na pewno nie można do jego pupila strzelać.

– Można strzelać tylko na podstawie wydanego zezwolenia, do zwierząt wpisanych na listę zwierzyny łownej. Psów na niej nie ma – mówi Wende. – Jedyny wyjątkiem jest sytuacja, kiedy pies stwarza bezpośrednie zagrożenie dla człowieka lub innego zwierzęcia. Broni można używać minimum 200 metrów od zabudowań i nie można strzelać w ich kierunku – dodaje.

Coraz więcej osób obawia się spacerować po lasach.

Myślistwo nie ma ostatnio dobrej opinii: zastrzelony rowerzysta oraz mężczyzna pomylony z dzikiem, a w internecie setki opisanych przypadków zastrzelonych psów i kotów. Ruchy miejskie żądają wyłączenia miast z terenów obwodów łowieckich, rolnicy denerwują się, że myśliwi źle szacują szkody wyrządzone przez zwierzynę, nie grodzą lasów od upraw, jeżdżą na przełaj przez obsiane pola. Mieszkańcy zgłaszają, że w sezonie myśliwi strzelają całymi nocami, a jesienne polowania zbiorowe uniemożliwiają normalne korzystanie z lasów i wykluczają rodzinne spacery.

Także właściciele pól i lasów od lat toczą walki z myśliwymi, którzy zgodnie z prawem mogą polować na prywatnej działce. Konflikt oparł się o Trybunał Konstytucyjny, który przyznał rację właścicielom – polowania na prywatnych terenach naruszają prawa własności. Jak do tej pory, przepisów jednak nie zmieniono, a przygotowany w resorcie środowiska projekt nowelizacji prawa łowieckiego, któremu zarzuca się, że jest pisany przez myśliwych i dla myśliwych, wywołuje jeszcze większe kontrowersje.

Zarówno rzeczniczka PZŁ jak i prezes wrocławskiego okręgu byli dzisiaj nieuchwytni.

Trwa ładowanie komentarzy. Prosimy o cierpliwość