Owce z lubińskiego zoo zrzuciły grube kożuchy

64

Są już o wiele lżejsze i przygotowane na nadejście lata – owce mieszkające w lubińskim Ogrodzie Zoologicznym zostały dziś ostrzyżone przez profesjonalnego strzygacza. Ich runo zostanie wykorzystane przez prządki pasjonatki z Fundacji Polska Wełna. Powstaną z nich m.in. swetry.

W tym roku do fryzjera trafiło pięć owiec: trzy wrzosówki i dwie olkuskie.

– To jest taki zabieg higieniczny, który musi w przypadku owiec odbywać się co roku, bo wełna rośnie cały czas, bez przerwy. Żeby zwierzętom ulżyć, zwłaszcza wtedy, gdy robi się cieplej, trzeba je ostrzyć – mówi Agata Bończak, dyrektor Ogrodu Zoologicznego w Lubinie.

Lubińskie owce już po raz drugi trafiły w ręce Sylwestra Kłossoka, który strzyżeniem owiec zajmuje się od ponad 30 lat i jak sam mówi to nie tylko jego praca, ale i pasja.

– Generalnie owce strzyże się raz w roku. Z tym, że wrzosówki na przykład w górach strzygą dwa razy do roku, tak samo calcapy, które są w górach. To jest tak zwana wełna szerstna i ona szybciej przerasta, do 20 centymetrów, więc te owieczki, mleczne i wrzosówki też w górach się strzyże dwa razy do roku – wyjaśnia pan Sylwester.

Tym razem, inaczej niż rok temu, strzygacz posłużył się bezprzewodową maszynką do strzyżenia. Zabiegi pielęgnacyjne na owcach poszły więc jeszcze sprawniej. Zwierzaki przyjęły wizytę swojego fryzjera z dużym spokojem.

– Używam nowego nabytku. To maszynka nowej generacji i bardzo się z niej cieszę. Ona jest do takich drobnych strzyżeń, nie trzeba wyciągać jakiegoś silnika z tym wałkiem, jak w ubiegłym roku tu wyciągałem. Po prostu się podchodzi ze sprzętem i fajnie się ostrzyże. Dla mnie to jest wygodniejsze, mniej pracy, ale także dla owiec, bo stoją na takim podłożu, nie ma jakichś masztów, wałków. Czują się wygodniej. Mają taki relaks – przyznaje z uśmiechem.

Owce po wizycie strzygacza pozbyły się sporego ciężaru. Przeważnie takie runo waży około czterech, pięciu lub sześciu kilogramów. Lubińskie owce olkuskie tym razem dorobiły się około 6-kilogramowych kożuchów.

W tym roku, tak jak w ubiegłym, cała ta wełna, której pozbyły się owce z naszego zoo, zostanie zagospodarowana.

– Nawiązaliśmy współpracę z Fundacją Polska Wełna i także w tym roku przyjechała pani, która całą ostrzyżoną wełnę ze sobą zabierze i przerobi – mówi Agata Bończak. – Pani dziś przywiozła też ze sobą pokazowo zeszłoroczną wełnę z naszych owiec wrzosówek i mogliśmy zobaczyć, jak się tę wełny przerabia – dodaje dyrektor zoo.

Dzieci z lubińskich szkół i przedszkoli, które przyszły dziś obejrzeć, jak strzyże się owce, mogły więc przy okazji podziwiać prządkę przy pracy na kołowrotku.

– Jestem tutaj, żeby pokazać, jaką moc ma polska wełna. Przędę dzisiaj wełnę wrzosówki. Ta wełna jest właśnie od lubińskich owiec – przyznaje Ewa Rozkosz, prezes Fundacji Polska Wełna, która również w ubiegłym roku była obecna podczas strzyżenia owiec w lubińskim Ogrodzie Zoologicznym. – Wełna wrzosówki często jest postrzegana jako małowartościowa, dywanowa, nienadająca się na odzież. Tymczasem jest to wełna bardzo ciekawa, oczywiście dla koneserów, ale proszę tylko spojrzeć, to jest nadal miła i ciekawa wełna – mówi, pokazując wełnę, która przędzie.

Pani Ewa jest doktorem nauk humanistycznych i mieszka we Wrocławiu, ale pochodzi z Lubina. Jak mówi, kocha wełnę i jest prządką.

– Wierzę, że takimi małymi akcjami ocieplamy wizerunek wełny, która dzisiaj stała się takim surowcem, który jest niestety postrzegany jako małowartościowy, jako odpad. A my, działając w Fundacji Polska Wełna staramy się pokazywać, że jednak ta wełna ma wartość, może być ciekawym elementem do rękodzieła, ale nie tylko. Dzisiaj powstają różne inicjatywy i projekty, które służą temu, żeby po tę wełnę jednak sięgać w szerszym zakresie. Przecież ta wełna dzisiaj może być cudowną przędzą, można z niej zrobić piękny sweter, a nawet kolczyki. Ja mam dzisiaj wełniane kolczyki na sobie. Wełna może być też cudownym nawozem, może być świetnym materiałem budowlanym, o czym się w ogóle nie mówi – wylicza pani Ewa. – My staramy się pokazywać tę różnorodność możliwości wykorzystania wełny. W Fundacji Polska Wełna, działając w ramach projektu Polska Wełna i Owce w Polsce, prowadzimy +inicjatywę Owca Miesiąca. Każdego miesiąca, licząc od stycznia, promujemy jedną rasę owcy, pokazując co to za rasa, skąd ona się wzięła, jaka jest jej wełna. W maju owcą miesiąca jest wrzosówka, dlatego ja dzisiaj przędę wrzosówkę – mówi, dodając, że różne rasy owiec, a także ich runo bardzo się różnią.

Na przykład strzyżone dzisiaj w lubińskim zoo owce olkuskie są bardzo przyjazne i lubią kontakt z ludźmi, mają niski instynkt stadny, a ich wełna jest wełną średnią i półgrubą, to tzw. gruby puch, można z nich zrobić włóczkę na sweter, czapkę czy szalik. Natomiast wrzosówki to małe diabły, są bardzo płochliwe i wolą swoje towarzystwo. Ich wełna to tzw. wełna mieszana, jest tu i puch, i gryzące włókna rdzeniowe, dlatego wrzosówka jest wełną raczej dla koneserów.

– Ja jestem koneserem, ponieważ lubię, jak mnie trochę podgryza, bo jednocześnie też mnie grzeje. Planuję zrobić z tej wełny piękny sweter zapinany, taki jak ten, który mam teraz na sobie, który również sama wykonałam – przyznaje z uśmiechem.

W lubińskim zoo ostrzyżone zostało nie tylko pięć owiec, ale i trzy alpaki. Nimi zajęli się już jednak pracownicy lubińskiego zoo. Te zwierzęta – inaczej niż owce – strzyżone są co dwa lata.

Fot. Marlena Bielecka


POWIĄZANE ARTYKUŁY