Funkcjonariusze czy aktorzy? Zeznania dziennikarzy TVN w procesie wytoczonym przez Roberta Raczyńskiego

2933

„ Ja w tym materiale w samochodzie jeżdżę z aktorem, nie z informatorem ” – zeznał przed sądem jeden z autorów reportażu TVN „Brudna gra”. Z jego wypowiedzi wynika, że scena przedstawiana widzom jako spotkanie z informatorem była rekonstrukcją, a przypisane mu kwestie odczytywał lektor ze zmodulowanym głosem.

Robert Raczyński domaga się od pozwanych opublikowania oświadczeń oraz wpłat po 500 tys. zł na cele społeczne

Przed Sądem Okręgowym w Legnicy odbyło się kolejne posiedzenie w procesie wytoczonym przez Roberta Raczyńskiego przeciwko TVN, wydawcy portalu Onet.pl oraz autorom publikacji. Tym razem przesłuchano dwóch współautorów reportażu „Brudna gra”, wyemitowanego w lutym 2024 roku w programie „Superwizjer”.

Jednym z najważniejszych wątków rozprawy był sposób przedstawienia informatorów rzekomo związanych ze służbami. W reportażu lektor mówi, że dziennikarze spotykają się pod siedzibą ABW z informatorem, który następnie wsiada do samochodu prowadzonego przez Jakuba Stachowiaka. Przed sądem dziennikarz przyznał jednak: „Ja w tym materiale w samochodzie jeżdżę z aktorem, nie z informatorem”.

Screen z programu „Superwizjer”

Z zeznań wynika również, że wypowiedzi przypisane informatorowi odczytywał lektor, a jego głos został zmodulowany. Teksty przygotowywali autorzy materiału. Stachowiak zeznał, że sam nie weryfikował tej części reportażu, ponieważ nie należało to do jego zadań.

W efekcie widz mógł być przekonany, że ogląda autentyczne spotkanie z funkcjonariuszem lub informatorem, którego twarz i głos ukryto dla jego bezpieczeństwa. Tymczasem z zeznań wynika, że na ekranie występował aktor, a wypowiedzi odczytywał lektor. Sposób realizacji tworzył więc wrażenie autentycznej rozmowy, choć widz oglądał inscenizację. Ponadto aktorzy nie zostali wskazani w napisach końcowych.

Screen z programu „Superwizjer”

Samo wykorzystanie rekonstrukcji nie jest w reportażu niedopuszczalne. Powinna być ona jednak oznaczona w sposób, który nie pozostawia odbiorcy wątpliwości, czy ogląda prawdziwego rozmówcę, czy aktora odgrywającego jego rolę.

Sprawa dotyczy także wiarygodności stenogramów wykorzystanych w publikacjach. W lutym 2026 roku Prokuratura Okręgowa w Legnicy poinformowała, że stenogramy zostały sfałszowane i nie stanowią zapisu autentycznych rozmów Roberta Raczyńskiego oraz Andrzeja Pudełki. Śledczy ustalili również, że dokumenty nie pochodziły z postępowań prowadzonych przez służby. Według opinii biegłego dialogi zostały stworzone przez człowieka lub grupę ludzi.

Robert Raczyński domaga się od pozwanych opublikowania oświadczeń oraz wpłat po 500 tys. zł na cele społeczne. To sąd rozstrzygnie, czy sposób przedstawienia informatorów oraz pozostałe treści reportażu naruszyły dobra osobiste Roberta Raczyńskiego i miasta Lubina.

Kolejne posiedzenie zaplanowano na 28 lipca.

Wcześniejszą rozprawę w Sądzie Okręgowym w Legnicy relacjonowaliśmy TUTAJ. 


POWIĄZANE ARTYKUŁY