Szykuje się przełom w sprawie kładki KEN

5542

Już ponad półtora roku stoi bezużyteczna i zniszczona, stanowiąc zagrożenie dla przejeżdżających pod nią kierowców. Jak dotąd perspektywa odbudowy zawalonej kładki KEN w Lubinie była raczej marna. Wygląda jednak na to, że wkrótce może się to zmienić. Sprawy w swoje ręce biorą władze województwa dolnośląskiego, które deklarują, że są gotowe pomóc w realizacji tej kosztownej inwestycji.

Przypomnijmy, że do zawalenia się kładki doszło w nocy z 14 na 15 kwietnia zeszłego roku. Na szczęście wskutek tego zdarzenia nikt nie ucierpiał. Zarządzająca obiektem Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad we Wrocławiu specjalnymi siatkami zabezpieczyła kładkę przed odpadaniem części konstrukcji. Na kosztowną odbudowę obiektu się jednak nie zdecydowała.

Jakiś czas temu Dyrekcja poinformowała, że po zakończeniu budowy 14-kilometrowego odcinka drogi ekspresowej S3 między Lubinem a Polkowicami ul. KEN straci status drogi krajowej i przejdzie pod zarząd Województwa Dolnośląskiego, co zresztą potwierdziło także samo Ministerstwo Infrastruktury. To oznaczałoby, że problem zawalonej kładki spocząłby na barkach podlegającej marszałkowi Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei, która z kolei nie chce przyjąć na swój stan zrujnowanego obiektu. Więcej pisaliśmy o tym tutaj

Wysyłanie oficjalnych pism pomiędzy GDDKiA, władzami samorządowymi, rządem czy prokuraturą trwa już od kilkunastu miesięcy, a efektów w postaci odnowionej kładki nie widać. Wczorajszy komunikat GDDKiA we Wrocławiu tylko potwierdził tę patową sytuację, informując, że odbudowa kładki może się odbyć tylko przy współpracy z samorządem województwa.

– Odbudowa kładki winna odbyć się w ścisłej współpracy z przyszłym zarządcą obiektu, tj. Samorządem Województwa Dolnośląskiego, które odmawia współdziałania w tym zakresie – uważa Magdalena Szumiata, rzecznik prasowy dolnośląskiego oddziału GDDKiA.

Gdy wydawało się, że na ewentualne decyzje dotyczące kładki będzie trzeba czekać co najmniej do połowy przyszłego roku (zgodnie z umową do tego czasu ma zostać ukończony lubińsko-polkowicki fragment S3) bardzo ważną deklarację w tej sprawie złożył członek zarządu województwa dolnośląskiego Tymoteusz Myrda:

– Osobiście nie lubię kłótni i ciągłego przekrzykiwania się na argumenty. Zawszę wolę wybierać pozytywne rozwiązania. W związku z tym, że GDDKiA już w 2019 roku podjęła decyzję, że nie przeznaczy środków na odbudowę tej kładki, a inspektor nadzoru budowlanego udaje, że tematu nie widzi, jeszcze dzisiaj wyślę ofertę ministrowi infrastruktury, że jestem gotów przejąć ten obiekt i w imieniu GDDKiA, odbudować tę kładkę. Poproszę tylko ministra o zabezpieczenie pieniędzy w budżecie państwa na realizację tego zadania – poinformował członek zarządu województwa, który odpowiada za dolnośląski transport i infrastrukturę.

Tymoteusz Myrda

Jak podkreślił Myrda, duży wpływ na podjęcie tej decyzji miała kwestia bezpieczeństwa mieszkańców. – Uważam, że jest to zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. Wprawdzie nie jestem inżynierem, ale nie wydaje mi się, że ta podwieszona siatka będzie w stanie uchwycić spadający blok betonowy. Chyba nikt w to nie wierzy – dodaje.