„Serce mojego brata ciągle bije, a chcą go odłączyć od aparatury!”

140

– Mój brat umiera i walczy o życie. Lekarze w Holandii dają nam czas do poniedziałku i odłączą go od aparatury – mówi zrozpaczona Sylwia Bronowicka, siostra chorego lubinianina. Jedyną szansą dla pana Mariusza jest transport odrzutowcem medycznym do Polski i leczenie w kraju. Koszt to 14 tysięcy euro. Czas na zebranie pieniędzy – do poniedziałku 3 września.

Mariusz Bronowicki w styczniu tego roku pojechał do Holandii do pracy. Miał nadzieję na lepsze życie, ale los nie był mu przychylny. Za granicą przepracował tylko trzy miesiące. W czerwcu zdiagnozowano u niego raka. Już z przerzutami. – Kiedy Mariusz dowiedział się o chorobie, wyrwał sobie włosy z głowy. Razem płakaliśmy i byłam przy nim cały czas – opowiada lubinianka.

Mężczyzna szybko podjął leczenie. W ciągu dwóch miesięcy przyjął kilka cykli chemioterapii. – 15 sierpnia zakończył ostatni cykl, podniósł ręce do góry jak zwycięzca i wierzyliśmy, że wszystko się udało – opowiada siostra. I kiedy wydawało się już, że wróg został pokonany, pojawił się bardzo poważny problem. 31-latek był w domu tylko jeden dzień. Nagle dostał zatoru serca, spowodowanego przyjmowaniem chemioterapii. Holenderscy lekarze nie dają mu szans i w poniedziałek chcą go odłączyć od aparatury podtrzymującej życie.

Jedyną szansą, żeby Mariusz Bronowicki miał szansę żyć, jest niezwłoczny powrót do Polski. Rodzina potrzebuje 14 tysięcy euro na helikopter medyczny. Mają czas do poniedziałku, 3 września.

– Holenderskie instytucje umyły ręce, ale ja się nie poddam. Jego serce cały czas bije – mówi pani Sylwia. – W Polsce prawo działa zupełnie inaczej, tutaj będą leczyć Mariusza i trafi na oddział intensywnej terapii.

Pieniądze na przewiezienie lubinianina z powrotem do kraju można wpłacać TUTAJ.