Podróżnicy w czasie

2776

Do parku Leśnego przyjechali dziś dumni posiadacze zabytków głównie na czterech kołach, chociaż w alejkach prowadzących do dawnej strzelnicy dało się zauważyć też sporo jednośladów. To część Europejskich Dni Dziedzictwa, organizowanych przez Muzeum Historyczne w Lubinie.

Na IV Lubińskim Zlocie Pojazdów Zabytkowych mieszkańcy Lubina mogli obejrzeć piękne pojazdy, wyprodukowane na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat – od amerykańskich krążowników szos przez europejskie maleństwa po ciężkie pojazdy wojskowe.

Błyszczące karoserie i zadbane wnętrza to podstawa. Kolekcjonerzy dbają jednak nie tylko o samochody. Coraz częściej dodają do nich też przedmioty z czasów, z których pochodzą ich pojazdy i kompletują odpowiednie stroje. Dla młodych ludzi to świetna lekcja historii. Dla starszych – okazja do wspomnień.

Dariusz Kukliński przyjechał z Chojnowa fiatem 126p z 1991 r. Auto wystylizowane na samochód do nauki jazdy niektórym z odwiedzających wystawę przypominało niełatwe godziny spędzone z instruktorem.

Dariusz Kukliński z synem

– Sam uczyłem się takim jeździć. Miałem już z pięć czy sześć „maluchów”. Jednym z nich pojechałem kiedyś do Hamburga i z powrotem. Gdy jechałem już do domu, siadł rozrusznik. Części zapasowe trzeba było zawsze wozić ze sobą – wspomina kolekcjoner. W swoim fiacie nie instalował jednak legendarnej turbinki Kowalskiego. – Podobno miała zmniejszać zużycie paliwa, ale sądzę, że to raczej mit – śmieje się.

Wspomnienia, szczególnie u starszych lubinian, wzbudzała też warszawa, obok której stał milicjant z drogówki. 50-letni samochód nie jest jedynym egzemplarzem w kolekcji Karola z Rawicza: – Mam dwie warszawy i jedną pobiedę. Ta oryginalnie była samochodem cywilnym, ale przerobiłem ją na wersję MO. Gdy ludzie widzą nas na ulicy, machają, śmieją się. Zwykła nie robiła takiego wrażenia – mówi.

Często się zdarza, że pierwsze stare auto prowadzi do następnego. Tak było w przypadku Teresy Tyczyńskiej z Siedlec koło Lubina, która do niedawna towarzyszyła mężowi na zlotach, podróżując charakterystycznym czerwonym fiatem 125p w wersji pick-up. Tym razem przyjechała już swoim autem – też fiatem, ale innym i dużo starszym – z 1967 r. Mały samochodzik wzbudził sympatię gości parku, którzy w głosowaniu przyznali mu nagrodę publiczności.

Teresa Tyczyńska

– Chciałam mieć już swój samochód i ten jest po prostu idealny. Mąż mi go wyszykował. Jeżdżę nim głównie w niedziele, chociaż zdarza mi się wyjeżdżać też w tygodniu. I słucham w nim tylko włoskiej muzyki, bo żadna inna mi do niego nie pasuje – mówi Teresa. – W ogóle czuję się w nim, jakbym się przeniosła w czasie i miejscu, do Włoch.

Dodatkową atrakcją były dziś pokazy mody historycznej. Można było m.in. zobaczyć, w jakich strojach dawniej wypadało pokazać się na rowerze.

Na tegorocznym zlocie zaprezentowało się około stu zabytkowych pojazdów. 

Fot. BM, JD