Kładka jak gorący kartofel

4359

Wraz z oddaniem do użytku drogi ekspresowej S3 wraca temat zamkniętej od prawie trzech lat kładki nad ulicą Komisji Edukacji Narodowej w Lubinie. GDDKiA, której wciąż jeszcze podlega uszkodzona konstrukcja i droga pod nią, postanowiła poczekać, aż ta trasa straci status drogi krajowej i przejdzie pod zarząd województwa dolnośląskiego. Jest jednak jedno „ale” – służby drogowe województwa nie chcą tego „kukułczego jaja”.

Choć już od kilkunastu dni ostatni na naszym terenie fragment drogi ekspresowej S3, między Lubinem a Kaźmierzowem, jest przejezdny, nie ma jeszcze oficjalnego pozwolenia na jego użytkowanie. Wrocławski oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad ma je uzyskać w styczniu przyszłego roku.

Wtedy też ulica KEN automatycznie stanie się drogą wojewódzką. Podlegająca marszałkowi Dolnośląska Służba Dróg i Kolei przejmie drogę, bo nakłada na nią taki obowiązek ustawa, ale co do samej kładki ma już zastrzeżenia i odmawia jej przejęcia. Niechciane przez nikogo zrujnowane przejście stanie się więc najprawdopodobniej własnością miasta.

Miasto podkreśla, że liczy się z takim scenariuszem, ale czeka na oficjalny bieg zdarzeń.

– Otwarcie S3 to dla Lubina zakończenie uciążliwej, bo trwającej już od sześciu lat, budowy niespełna 14-kilometrowego odcinka drogi. To jest jedyna taka sytuacja w skali kraju. Kładka, podobnie jak inwestycja S3, należy do GDDKiA, czyli tak naprawdę do rządu. Od czasu jej zwalenia się minęło już 2,5 roku i miasto jest gotowe na przejęcie tego zapomnianego przez rząd przejścia, bo wiemy, jak ważne jest ono dla naszych mieszkańców. Ale to wciąż jest własność rządu – zauważa Marcelina Falkiewicz z Urzędu Miejskiego w Lubinie. – Miasto natychmiast przystąpiło do opracowania kompleksowej dokumentacji projektowej, abyśmy byli gotowi na moment, gdy ulica Komisji Edukacji Narodowej, zmieni status z krajowej na wojewódzką. Zorganizowaliśmy nawet plebiscyt, w którym mieszkańcy mieli do wyboru kilka wariantów wyglądu kładki i dzięki kilku tysiącom głosów udało się wyłonić ten, który mieszkańcy widzieliby w tym miejscu – dodaje.

Sprawa kładki wróci więc najprawdopodobniej w styczniu lub w lutym, gdy ulica KEN formalnie straci status drogi krajowej. Jeden z lubińskich posłów mimo wszystko uważa, że za odbudowę kładki powinno zapłacić państwo, bo to państwowe służby przekazują zniszczony obiekt, niezdatny do użytku.

– To zadanie musi finansować budżet państwa, dlatego że przekazuje zniszczoną kładkę sukcesywnie albo województwu, albo miastu. Składam wniosek do budżetu państwa na kwotę 15 mln zł. Oczekuję, że także pan poseł Krzysztof Kubów, który jest ministrem w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, poprze ten wniosek, że środki na odbudowę nowej kładki w mieście Lubin znajdą się – mówi Piotr Borys, poseł z Koalicji Obywatelskiej.

Przypomnijmy, jedno z przęseł kładki runęło się w kwietniu 2019 roku. Została ona osiatkowana, wygrodzona, a zawalona część usunięta i od tamtej pory… nic się nie zmieniło. Z początku wrocławski oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zapewniał, że zamierza naprawić lub wybudować od nowa konstrukcję. Później dowiedzieliśmy się, że Dyrekcja czeka na zakończenie budowy odcinka trasy S3 między Polkowicami a Lubinem i zmianę statusu drogi na wojewódzką…