![]()
Gdy Mietek, w skórzanych spodniach i kurtce, wsiada na motocykl, zapomina o wszystkim, zwłaszcza tym, że ma już 68 lat. – Zaczęło się od spotkań z kilkoma kolegami, gdzieś na podwórkach i małych festynach. Dzisiaj jesteśmy już zapraszani nawet do Niemiec czy na Białoruś – przyznaje z dumą Mieczysław Frątczak, prezes Sekcji Motocyklowej „Iskra” z Rudnej.
Pierwszą imprezę motocyklową, na którą przyjechało ledwie 30 maszyn, zorganizowali w 2006 r. Było to spontaniczne spotkanie miłośników motocykli. Już w 2012 roku do Rudnej zjechało ponad tysiąc maszyn. Przez te 10 lat z małej, lokalnej ciekawostki, rozwinęli się do rangi międzynarodowej imprezy. – Znają nas fani w całej Polsce, byliśmy nawet zaproszeni na święto jednego z niemieckich miast – cieszy się prezes Frątczak.
![]()
– W pewnym momencie zdecydowaliśmy się zalegalizować naszą działalność i dzięki Centrum Kultury w Rudnej, władzom gminy oraz wsparciu sponsorów, zaczęliśmy już jako Sekcja Motocyklowa „Iskra” organizować zloty połączone z festynami rodzinnymi, na które może przyjść każdy, kto zechce pooglądać maszyny. Na koncertach u nas grały już takie gwiazdy, jak Ira, Dżem, Tsa. Obecnie sekcja liczy 37 członków, ale fanów i sympatyków mamy w całej Polsce – opowiada.
Jak mówi motocyklista, dla niego i jego kolegów, najważniejsze są człowiek, odpowiedzialność i bezpieczeństwo. – Nie ma mowy, żeby na naszych zlotach, czy wycieczkach ktokolwiek wsiadł na maszynę po alkoholu, każdego poddajemy testom na trzeźwość – zapewnia.
![]()
Podobnie na festynach: każdy może podejść, pooglądać maszyny i usiąść za kierownicą, ale nie mam mowy o jakimkolwiek „stuncie”, czyli akrobacjach, jeździe na jednym kole itp. – Nasze pokazy mogą się komuś nie podobać, ale dla nas najważniejsze jest, że każdy człowiek wrócił bezpiecznie do domu. Bo co to za zabawa, na której komuś dzieje się krzywda – tłumaczy Mietek.
Nie ma też mowy o jakimkolwiek łamaniu przepisów. Na trasie za każdym razem z przodu i z tyłu kolumny jedzie zabezpieczenie. – Ważne, żeby społeczeństwo nie patrzyło na motocyklistę jak na zło wcielone, beztroskiego zbója. Jesteśmy normalnymi ludźmi z pasją. Łza się w oku kręci, gdy słyszę od ludzi, że im się podoba, że robimy coś dobrego, wtedy mam motywacje, żeby działać dalej – dodaje.
Jak na tę niebezpieczną pasję reaguje rodzina? – Żona sama wcisnęła mi 500 złotych do ręki i wysłała, żebym kupił swój pierwszy motocykl – śmieje się Mietek.





