Będzie jak w ogrodzie botanicznym

31

Prawie setka narodzin w samej ptaszarni, ponad 8 tysięcy dzieci zadowolonych z zajęć edukacyjnych, 3 tysiące odwiedzin na godzinę na Facebooku. Park Wrocławski cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem lubinian i nie tylko. Dyrekcja już planuje i dzieli się z nami pomysłami na przyszły sezon.

– Sporo wydarzyło się przez ten rok. Nasze zajęcia w Centrum Edukacji cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Gościliśmy już wszystkie lubińskie przedszkola i wiemy, że w przyszłym roku będzie jeszcze lepiej. Mamy zapytania o praktyki z Zespołu Szkół Rolniczych w Rudnej. W tej chwili gościmy studentkę z Wrocławia. Sporo się wydarzyło, ale tak naprawdę dzieje się przez cały czas – opowiada Marek Zawadka, dyrektor Centrum Edukacji Przyrodniczej

W parku zazieleni się jeszcze bardziej. Dyrekcja już prowadzi rozmowy z wrocławskim ogrodem botanicznym w sprawie zagospodarowania części terenu. – Stawiamy w przyszłym roku na walory ogrodów botanicznych, które chcemy przenieść do nas – opowiada dyrektor. – Dodatkowo chcemy stworzyć jak najlepsze warunki dla pożytecznych owadów. Mamy trzy brygady i każda z nich robi swój własny owadzi hotel. Każdy z nich stanie w tych bardziej leśnych częściach parku – dodaje.

Przyjadą też całkiem nowi mieszkańcy, jednocześnie największe zwierzęta, które zamieszkają w parku. Mowa o bydle szkockim. To bardzo odporne na różne warunki środowiskowe zwierzęta. Nie potrzebują żadnego zadaszenia czy boksów.

Część ze zwierząt wyjedzie do wrocławskiego zoo, dla którego park pełni rolę depozytu hodowlanego. – W przyszłym tygodniu pracownicy zoo odbierają nasze młode świnki maskowe, które cieszą się tak wielką sympatią lubinian – mówi Małgorzata Biegun, kierownik CEP-u w Lubinie

To ważna informacja, bo w przyszłym roku na nowe pokolenie może liczyć póki co jedynie stadko kóz. Wszystko dlatego, że dla parku to nie tylko radość, ale też pewnego rodzaju problem. – W stadzie prawie dwudziestu kóz urodziło nam się drugie tyle. Nie mamy bazy, w której moglibyśmy pomieścić tyle zwierząt. Nie jest to dobra sytuacja zarówno dla nich jak i dla nas – dodaje Biegun.

Na miejscu pozostaną za to wszystkie ptaki. W boksach mają ogrzewanie, które włącza się automatycznie, kiedy tylko temperatura znacznie się obniży.

Zniknie też niestety część drzew. Będą to wierzby i topole, które stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla odwiedzających. – Dawniej sadziło się określone gatunki drzew w celu osuszania gruntu. Teraz te same drzewa stanowią bezpośrednie zagrożenie dla odwiedzających, więc jesteśmy zmuszeni coś z tym zrobić. Ale terenu z wycinki nie pozostawimy samemu sobie. Mamy pomysł żeby w takich miejscach też coś zrobić, np. jarzębinowy młodnik – opowiada dyrektor. – Cały czas uczymy się też, jak prowadzić taki kompleks. Proszę pamiętać, że działamy na zasadzie prawdziwego ogrodu zoologicznego na licencji z Warszawy. Dlatego nasi pracownicy wyjeżdżają na specjalistyczne szkolenia, cały czas rozwijamy się i robimy tak naprawdę wszystko, żeby zadowoleni byli zarówno lubinianie, jak i mieszkańcy parku – zapewnia Marek Zawadka.

Dyrektor powraca też do tematu lubińskich łabędzi. – To już słynna parkowa legenda. Co jeśli młode nie odlecą? Zrobiliśmy rekonesans i mamy dla nich bardzo fajny teren nad Odrą. Jak tylko się usamodzielnią i na naszym stawie zaczną się konflikty, to przewieziemy je i tam wypuścimy. Same raczej nie odlecą. To jedne z najcięższych ptaków latających potrzebujących sporego „pasa startowego” zanim wzniosą się w powietrze. A dla samca szykujemy pannę, też po przejściach. Czy coś z tego będzie? Czas pokaże – dodaje dyrektor.


POWIĄZANE ARTYKUŁY