Przeżył wypadek dzięki ludziom, którzy nie zawahali się pomóc. Mowa o 64-letnim mężczyźnie z wypadku samochodowego ze Szklar Górnych. Mężczyzna zasłabł, stracił panowanie nad kierownicą i uderzył w przydrożne drzewo. Helikopterem pogotowia ratunkowego został przetransportowany do Wrocławia, ale wcześniej zadziałali świadkowie wypadku. – Zdaniem lekarza pogotowia podjęte przez świadków czynności uratowały mężczyźnie życie – mówi asp. sztab. Jan Pociecha, oficer prasowy lubińskiej policji.
– Muszę to potwierdzić. Jeżeli takie akcje podejmują przechodnie, zwykli ludzie, to pozostaje nam tylko za to dziękować. Nie tylko w tej sytuacji, ale w wielu innych obywatelski obowiązek zadecydował o tym, że poszkodowany przeżył wypadek – mówi doktor Jacek Durys, z legnickiego oddziału pogotowia ratunkowego. – Z wieloletniego doświadczenia mogę powiedzieć, że często podążamy za tłumem. Ludzie obawiają się, żeby poszkodowanemu nie zaszkodzić. Obawiają się widoku krwi, utraty świadomości, tego że uszkodzą narządy wewnętrzne. Zupełnie niepotrzebnie, bo lepiej zrobić już coś, niż nic. Tak było też w tym wypadku – dodaje.
– O pomoc przejeżdżających kierowców poprosiła żona poszkodowanego. Rozpoczęli reanimację, którą przejęli policjanci, a następnie lekarze pogotowia. Lekarz, który podejmował działania od razu stwierdził, że działania świadków zapobiegły tragedii – mówi asp. sztab. Jan Pociecha, oficer prasowy lubińskiej policji.
W chwili zagrożenia zwykle dorośli nie wiedza co robić. Zupełnie inaczej postępują młodzi ludzie. Pokazuje to chociażby przykład Weroniki Szuszkiewicz z Lubina, która kilka miesięcy temu udzieliła pomocy pasażerowi autobusu w czasie napadu padaczki. – Pomagają, naprawdę młodzi ludzie pomagają. To najczęściej oni pierwsi zaczynają działać, kiedy dorośli się wahają. Wyraźnie biorą sobie do serca wszystkie zajęcia w szkołach, interesują się jak nieść pomoc – opowiada lekarz.
Warto przypomnieć, jak powinniśmy zachowywać się na miejscu wypadku. – Przede wszystkim zabezpieczyć teren i poszkodowanego. Sprawdzić czy oddycha i przystąpić do prawidłowej resuscytacji na twardym terenie. To 120 uciśnięć na minutę na wyprostowanych rękach na wysokości mostka. I przede wszystkim nie obawiać się, że zamiast pomóc, zaszkodzimy. Pęknięte żebra, w sytuacji, kiedy nie ma tętna, to jest sprawa drugorzędna. Najważniejsze jest życie – kontynuuje Jacek Durys.





