Prawie 90 proc. załogi lubińskiego PKS-u wzięła udział w referendum strajkowym. Z tego aż 68,5 proc. powiedziało „tak”, co oznacza, że są za przeprowadzeniem akcji strajkowej w przedsiębiorstwie. – Mimo że pracownicy byli zastraszani, zdecydowana większość wzięła udział w referendum. Ludzie pokazali, że mają swój rozum. Są świadomi, że ich przyszłość jest w ich rękach – komentuje Piotr Humecki, szef NSZZ Pracowników PKS w Lubinie.
Głosowanie trwało pięć dni i było tajne – od poniedziałku do środy pracownicy głosowali w dyspozytorni w Lubinie, w czwartek i piątek w placówkach terenowych w Chojnowie i Chocianowie. Łącznie uprawnionych do głosowania było 259 osób.
– Zagłosowały 232 osoby, czyli 89,6 proc. Z tego 159 osób było za strajkiem – to 68,5 proc. osób, które wzięły udział w referendum. 68 osób, czyli 29,3 proc. było przeciw. To bardzo dobry wynik – komentuje Humecki.
Co teraz? Czy opinia załogi zdecyduje, że autobusy nie wyjadą na miasto? – Póki co nie będziemy wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Czekamy na ruch prezesa. Mówił, że chce poznać opinię załogi, teraz już ją zna – mówi związkowiec.
Jeśli szef PKS nie zgodzi się na żądania załogi, czyli 20-procentową podwyżkę oraz wypłatę zaległych świadczeń socjalnych za 2013 i 2014 rok, dojdzie do strajku.
– Cały czas podkreślamy, że strajk to ostateczność. Ale jeśli nie będzie żadnej reakcji ze strony prezesa, będziemy zmuszeni go przeprowadzić. W jakiej formie, to jeszcze ustalimy – dodaje Humecki.





