Kilogram mąki, 12 jajek, a dokładnie same żółtka, masło, drożdże i odrobina alkoholu. Potem jeszcze marmolada, lukier i gotowe. Można zajadać pyszne, domowej roboty pączki. – W naszym domu tłusty czwartek zaczyna się już w środę. Całą rodziną robimy, smażymy i nadziewamy. Tak, żeby na czwartek były już gotowe – opowiada pani Halina, którą odwiedziliśmy podczas przygotowywania pączków na tłusty czwartek. Natomiast ci, którzy nie zdążyli przygotować własnych łakoci, odwiedzają cukiernie. A tam pączków dziś nie brakuje.
Pani Halina pączki robi co roku. – Rodzina chyba nie wybaczyłaby mi, że nie ma domowych pączków. Kupić można je codziennie, ale na tłusty czwartek muszą być domowe – opowiada lubinianka. – I zawsze według tej samej receptury, z masłem, które sprawia, że są puszyste i odrobiną alkoholu – wtedy podczas smażenia nie piją tłuszczu – kobieta zdradza nam swój sekret.
Nadzienie też zawsze jest to samo – koniecznie marmolada z dziką różą. – Potem wspólnie robimy lukier, polewamy i gotowe. W tym roku wyszły naprawdę smaczne – zachwala pani Halina.
Ale na samodzielne przygotowywanie smakołyków na tłusty czwartek nie każdy znajdzie dziś czas. Jedni trochę z wygody, inni z przyzwyczajenia, jeszcze inni, bo wolą te kupione – jakby nie było lubińskie cukiernie pękają dziś w szwach.
– W tłusty czwartek sprzedajemy zdecydowanie więcej pączków niż w zwykły dzień, tak gdzieś dziesięć razy więcej – mówi uśmiechając się Klarysa Dawidowska z Cukierni Okoń i wylicza nam, że zazwyczaj w tłusty czwartek sprzedaje się u nich około 2-3 tysiące pączków, a w zwykły dzień 200.
– Dziś nikt nie bierze jednego pączka, lecz kilka lub jeszcze więcej – dodaje.
Do wyboru są pączki z marmoladą lub adwokatem. Mogą być polane lukrem lub posypane cukrem pudrem. Jednak najwięcej osób wybiera te tradycyjne – z marmoladą.
Dziś nie warto liczyć kalorii, bo jak mówi jeden z przesądów, jeśli ktoś w tłusty czwartek nie zje ani jednego pączka – nie będzie mu się wiodło w życiu.





