Chamstwo w godzinach pracy. KGHM wybaczy?

38

Związkowiec Wojciech B., pracownik KGHM, w godzinach pracy ze służbowego komputera pomawiał i obrażał w internecie. Robił to także z innych adresów IP, ale wszystkie prokuraturze udało się ustalić. Stanął przed sądem i usłyszał wyrok. Sąd cywilny zasądził wobec niego zadośćuczynienie, za winnego uznano go także w procesie karnym. Czy pracodawca wyciągnie wobec niego konsekwencje, czas pokaże.

Wojciech B. rozpoczął swą internetową, brudną działalność po tym, jak jego żona straciła stanowisko dyrektora domu dziecka w Ścinawie. Najpierw używał wyłącznie domowego komputera, z czasem jednak nerwy zaczęły mu puszczać również w pracy i za pomocą służbowego sprzętu publikował aroganckie wypowiedzi w internecie. Prokuratura szybko ustaliła adresy IP, z których korzystał. Jeden z nich należy do Zakładów Wzbogacania Rud KGHM, oddziału, w którym zatrudniony jest Wojciech B.

Nowoczesne techniki wykorzystywane przez organy ścigania nie pozwalają już na bezkarne ukrywanie się pod płaszczykiem wygodnych nicków, na co pewnie liczył autor poniższych wpisów.

„(…) C. jest wyrzutkiem oraz niedoukiem, jak ci wszyscy w powiecie-zresztą” – napisał 11 stycznia 2012 r. – internauta o nicku Gość w komentarzu do tekstu zamieszczonego na jednym z lokalnych portali internetowych.

Na celowniku Wojciecha B. znalazło się wiele osób. Najbardziej jednak upodobał sobie nową dyrektor domu dziecka oraz szefową jednej z podległych starostwu instytucji.

W komentarzu do tekstu „PCOWIA w Ścinawie pod lupą” stwierdził m.in., że w swojej pracy dyrektor T. posługuje się „bandycką działalnością” oraz „(…) nic innego nie umie robić jak tylko mataczyć, fałszować dokumenty i zastraszać (…)”.

W przypadku dyrektor domu dziecka Wojciech B. pokusił się o ocenę jej zawodowych kompetencji: „A po co ma wiedzieć co to adopcje czy dom dziecka, przecież nie jest od tego? Jest od rzeczy ważniejszych niż dzieci-jest od władzy, kasy i innych istotnych spraw” – to wpis z 1 lipca 2011 r.

To tylko część z kilkudziesięciu internetowych komentarzy, których – jak ustalono w toku prokuratorskiego postępowania i sądowych procesów – autorem jest Wojciech B.

Nie można mieć wątpliwości, że granice gwarantowanej konstytucją wolności słowa i prawa do krytyki zostały przekroczone. Wątpliwości tych nie miał wymiar sprawiedliwości.

W procesie cywilnym Sąd Rejonowy w Legnicy zasądził od Wojciecha B. zadośćuczynienie na rzecz poszkodowanej w wysokości kilku tysięcy złotych. Wyrok jest prawomocny. W procesie karnym sąd również uznał sprawstwo i winę Wojciecha B. Umieszczane przez niego wpisy uznane zostały za pomówienie, a ich szkodliwość społeczna – w ocenie sądu – była wyższa niż znikoma. Sąd odstąpił od wymierzenia kary i poprzestał na zobowiązaniu do zapłaty 100 zł na cele społeczne i pokrycia kosztów procesu – jak napisano w uzasadnieniu – mając nadzieję, że oskarżony w przyszłości nie będzie naruszał porządku prawnego. Przeciwko Wojciechowi B. toczą się inne postępowania sądowe z powództwa osób, które także poczuły się przez niego pomówione.

Dariusz Wyborski, rzecznik prasowy KGHM, przyznał, że „kierownictwo ZWR nie miało świadomości co do tego, że ich pracownik popadł w konflikt z prawem, zarówno wówczas, gdy korzystał z prywatnego, jak i służbowego komputera”.

Rzecznik informuje, że spółka wprowadziła ograniczenie wysyłania wiadomości do grup dyskusyjnych, a złamanie tej zasady grozi zablokowaniem dostępu do sieci. W tym konkretnym przypadku – jak czytamy w stanowisku przesłanym przez Dariusza Wyborskiego – pracownik jest narażony na konsekwencje i odpowiedzialność za przekroczenie prawa, określone w prawie cywilnym lub karnym.


POWIĄZANE ARTYKUŁY