Marzą o kapuśniaku i domowym cieście

24

Co ich najbardziej wzruszyło? – Jedna dziewczynka powiedziała mi, że marzy jej się kapuśniak. Nie nowa lalka, ale talerz zupy. Takie chwile pokazują, że to co robimy ma sens – opowiada Agnieszka, jedna z wolontariuszek „Szlachetnej paczki”. Lubinianka wspólnie z pozostałymi działaczami ma teraz ręce pełne roboty. To ostatnie dni, kiedy odwiedzają najbardziej potrzebujące rodziny i opisują ich potrzeby. A już 16 listopada baza danych zostanie otwarta i każdy z nas będzie mógł pomóc.

„Szlachetna paczka” ma bardzo prosty przekaz. Zwerbowała wolontariuszy, a ci dotarli do najbardziej potrzebujących rodzin. Teraz najtrudniejsze zadanie – spotkanie, rozmowa i ustalenie, czego potrzeba najbiedniejszym mieszkańcom miasta i gminy.

– Rozmawiałam z jedną panią, która sama wychowuje dzieci. Nie ma właściwie nic, bo uciekła od męża. Pił i nadużywał przemocy. Wspomniałam, że mam nieużywany mikser, który mogę jej podarować. Nie umiem opisać słowami radości tych dzieci. W domu będzie ciasto – wołały szczęśliwe. Kawałek ciasta, talerz zupy – dla nas coś normalnego, dla nich tak wiele – opowiada Agnieszka. – Pierwszy raz jestem wolontariuszką. Stwierdziłam, że świat nie zmieni się sam, jeśli my nie będziemy nic robić. Jednej pani zawiozłam torbę jedzenia. Kiedy dziękując mi płakała, poczułam, że to co robimy, jest tego warte – dodaje wzruszona.

Program w naszym mieście pilotuje małżeństwo Honorata i Sylwester Tylkowscy. – Ale udział w nim dał nam dużo więcej. Niesiemy pomoc i zyskaliśmy przyjaciół. Jako wolontariuszy jest nas 19 osób. Bardzo się ze sobą zżyliśmy oraz z rodzinami, które odwiedzamy – opowiada Honorata Tylkowska.

Baza danych osób z naszego powiatu, którym będziemy mogli pomóc, zostanie otwarta 16 listopada o godzinie 11 na stronie www.szlachetnapaczka.pl – Ludzie mają najprostsze potrzeby – od żywności, przez pościel, ubrania, po opał na zimę. Najbardziej wartościowa jest na dziś lodówka, której brakuje jednej z rodzin – wylicza Tylkowska.

Wolontariusze za naszym pośrednictwem zwracają się do lubinian, by przyłączyli się do akcji i pomogli którejś z rodzin. – Rodzin będzie około 20. Nikt nie musi się obawiać, że decydując się na pomoc, sam będzie musiał kupić to, czego potrzebują dani ludzie. Mogą organizować się zakłady pracy, szkoły, instytucje. Przy większej grupie każdy może dołożyć symboliczną kwotę, której wcale nie odczuje. W ubiegłym roku jednej rodzinie pomagało średnio 17 osób – zaznacza.


POWIĄZANE ARTYKUŁY