Operator ładowarki z kopalni Polkowice-Sieroszowice zginął po tym, jak został przygnieciony łyżką maszyny LKP z urobkiem. Przyczyny i okoliczności zdarzenia wyjaśni specjalna komisja.
Do tragedii doszło w sobotę około godz. 16 na szybie SG, oddział G-61, tysiąc metrów pod ziemią. Ciało górnika znalazł wiertacz. Przyczyną śmierci było zmiażdżenie klatki piersiowej.
Jak informuje departament komunikacji KGHM, zmarły miał 42 lata, w Polskiej Miedzi pracował od 24 lat. Pochodził z okolic Szprotawy, pozostawił żonę i osierocił dwójkę dzieci.





