Państwowa Inspekcja Pracy nie wie jeszcze, czy będzie badać przyczyny śmiertelnego wypadku w Ścinawie, gdzie zginął mieszkaniec Lubina. – Prowadzimy postępowanie wyjaśniające, ale sprawa jest skomplikowana, bo to rodzinna firma. Mężczyzna był ojcem właściciela firmy, prawdopodobnie nie był zatrudniony, a my generalnie zajmujemy się sprawami pracowniczymi – tłumaczy Jan Buczkowski, kierownik legnickiego oddziału Państwowej Inspekcji Pracy.
Do wypadku doszło wczoraj. W piętrowym budynku przy ulicy Lipowej dekarze naprawiali dach. – Po godzinie 12 zostaliśmy powiadomieni, że podczas wykonywania prac remontowych na dachu, z niewyjaśnionych jak na razie przyczyn, spadł mężczyzna. Niestety w wyniku odniesionych ran 62-latek zginął na miejscu – relacjonuje Jan Pociecha, oficer prasowy lubińskiej policji.
Sprawę bada policyjna grupa dochodzeniowo-śledcza oraz prokuratura. To właśnie śledczy ujawniają więcej szczegółów na temat wypadku. Remontowano starą, 3-kondygnacyjną kamienicę. Wynajęta firma miała się zająć zwłaszcza tynkowaniem kominów. Na miejscu był właściciel firmy wraz z ojcem oraz dwóch pracowników. To właśnie 62-letni ojciec wyszedł na dach bez żadnych zabezpieczeń – bez liny i zabezpieczających szelek – i nagle zsunął się na dół. Mężczyzna zginał na miejscu.
– Najpierw musimy sprawdzić, czy mężczyzna był pracownikiem tej firmy, bo to będzie warunkowało o kierunku dalszego śledztwa. Jeśli był zatrudniony, prowadzone postępowanie wykaże czy był to wypadek przy pracy oraz czy osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i higienę pracy odpowiadają za ten wypadek – tłumaczy prokurator Liliana Łukasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Legnicy.





