Drabik: Współpracuje nam się bardzo dobrze

27

O ostatnim meczu w Koszalinie, nadchodzącym starciu z Kobierzycami, współpracy z Elisabet Cesáreo, systemie rozgrywek oraz swojej drodze sportowej – od gry na Węgrzech po wieloletnie sukcesy w KGHM Zagłębiu – opowiada obrotowa Miedziowych, Joanna Drabik.

Jak podsumujesz ostatni mecz w Koszalinie?

Przywiozłyśmy z Koszalina trzy punkty po meczu, który nie należał do naszych najlepszych w tym sezonie. Gra momentami była szarpana i brakowało nam płynności, jednak potrafiliśmy wykorzystać swoje okazje. Najważniejsze jest zwycięstwo i dopisanie kompletu punktów do tabeli. Teraz skupiamy się na poprawie elementów, które tam zawiodły.

Nie zwalniacie tempa. W niedzielę czeka Was kolejne ważne spotkanie.

Przed nami mecz z Kobierzycami – bardzo ważne spotkanie, do którego podchodzimy w pełni skoncentrowane. Wiemy, że musimy zagrać na wysokim poziomie w każdym elemencie, zarówno w ataku, jak i w obronie. Kluczowa będzie konsekwencja i realizacja założeń przez całe spotkanie. Naszym celem jest nie tylko dobra gra, ale przede wszystkim zwycięstwo.

Jak podsumowałabyś dotychczasowy sezon w Waszym wykonaniu?

Cieszy nas, że potrafiłyśmy utrzymywać wysoką jakość nawet wtedy, gdy do dyspozycji było tylko dziewięć zdrowych zawodniczek. Patrząc na cały ten czas, ważne jest dla nas to, że utrzymywałyśmy równy poziom, a fotel lidera straciłyśmy tylko raz – i to zaledwie na kilka dni. Po latach zdobywania mistrzostw nawet taki krótki moment jest odczuwalny, ale szybko wróciłyśmy na swoje miejsce. Dodatkowo do składu wróciły zawodniczki po kontuzjach i poza Martyną Dydek nie mamy obecnie poważnych urazów, co jest dużym atutem przed końcówką sezonu. Na pełne podsumowania przyjdzie jeszcze czas – oby w zdrowiu i po mistrzowskiej koronacji.

Jak układa Ci się współpraca z inną obrotową naszego zespołu, pochodzącą z Hiszpanii – Elisabet Cesáreo?

Współpracuje nam się bardzo dobrze. Od pierwszego dnia złapałyśmy wspólny język. Wydaje mi się, że mamy podobny styl gry w obronie. Eli lepiej czuje się, grając wyżej, ja bliżej koła, dzięki czemu możemy optymalnie wykorzystywać nasze atuty. Mam nadzieję, że wyniki potwierdzają, że to działa, a efekty naszej współpracy będą jeszcze bardziej widoczne w kolejnym sezonie.

Jak oceniasz obecny system rozgrywek w ORLEN Superlidze Kobiet? W męskiej lidze wrócono do play-offów – co o tym sądzisz?

Uważam, że obecny system jest bardziej sprawiedliwy. Pamiętam jednak doskonale czasy play-offów – towarzyszyły im ogromne emocje. Wtedy często były to bardzo wyrównane serie, szczególnie gdy grałam w Lublinie i rywalizowałyśmy o tytuł z Zagłębiem. Mimo to, porównując oba rozwiązania, uważam, że obecny system lepiej oddaje poziom drużyn. Dla kibiców jednak play-offy mogłyby być atrakcyjniejsze właśnie ze względu na większe emocje.

Niedawno ogłoszono, że przedłużyłaś kontrakt z Zagłębiem do 2028 roku. Jakie emocje Ci towarzyszą po tych kilku latach w Lubinie?

To już mój szósty sezon w KGHM Zagłębiu, a mam wrażenie, jakby czas minął błyskawicznie. Najważniejsze jest to, że co roku zdobywamy mistrzostwo – dla sportowca to ogromna satysfakcja. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Marzę jeszcze o lepszych występach na arenie międzynarodowej, bo to nasz wspólny, ale też mój osobisty cel. Staram się jednak nie wybiegać zbyt daleko w przyszłość.

Można powiedzieć, że jesteś talizmanem zespołu – odkąd grasz w Lubinie, każdy sezon kończyłaś ze złotym medalem. Do tego dochodzą triumfy w Pucharze Polski i Superpucharze.

Oby tak było dalej. W Lubinie miałam też okazję po raz pierwszy zdobyć Superpuchar Polski, czego wcześniej nie było w moim dorobku. To dla mnie bardzo cenne doświadczenie.

Jak wspominasz swoją grę na Węgrzech?

To zupełnie inny poziom i inne realia. Różnice między ligą polską a węgierską są wyraźne, przede wszystkim pod względem jakości zawodniczek – wiele z nich to światowa czołówka. Dla mnie, jako młodej zawodniczki, był to zarówno zaszczyt, jak i duże wyzwanie. Bardzo dobrze wspominam ten okres, bo trafiłam do klubu, w którym trener od początku mi zaufał i pokazał, że we mnie wierzy. Adaptacja zajęła trochę czasu, również ze względu na barierę językową – znajomość angielskiego w praktyce bywa inna niż w teorii. Po pół roku czułam się tam już jak w domu i cieszę się, że zdecydowałam się na ten krok. To nie była łatwa decyzja – potrzebowałam dwóch lat, by się na nią zdecydować, bo za pierwszym razem odmówiłam. Dziś jednak wiem, że było warto.


POWIĄZANE ARTYKUŁY