Wzięli ślub… na peronie

1886

Miało być kameralnie i bez rozgłosu. Ale wyszło tak, że o ich ślubie piszą w mediach, a życzenia na nową drogę życia złożył im sam minister. Daria i Kamil Stefaniakowie z Lubina w niezwykle oryginalny sposób postanowili powiedzieć sobie sakramentalne „tak”. Zrobili to bowiem na dworcu PKP we Wrocławiu.

Choć brzmi to jak scenariusz filmowy, dla Darii i Kamila było to po prostu najbardziej naturalne przedłużenie ich wspólnej historii. Nie zależało im na pompie ani typowej, białej sali. Chcieli ślubu, który będzie spójny z tym, kim są. Daria podkreśla, że zależało im przede wszystkim na tym, by ten dzień był „ich”. Taki, w którym mogą być po prostu sobą, bez udawania i bez konwenansów. Kamil patrzy na to podobnie, mówiąc, że cała medialna otoczka była tylko przypadkiem, bo w gruncie rzeczy był to zwyczajny ślub dwojga ludzi, którzy zorganizowali go tak, jak czują.

Pomysł ślubu na dworcu nie pojawił się nagle. Wystarczy wrócić pamięcią do ich pierwszej randki. Poznali się w czasie pandemii, kiedy wszystko było pozamykane, a jesienne wieczory nie sprzyjały spacerom. Kamil zaproponował spotkanie w parku, ale Daria uznała, że nie jest to najlepszy pomysł. Wpadła za to na inny – wspólną przejażdżkę pociągiem. Pomysł, który jej wydawał się niemal wariacki, dla Kamila okazał się „cudowny”. Tak zaczęła się ich historia, która po latach zatoczyła koło w symboliczny, ale też naturalny sposób.

Kiedy zapadła decyzja o ślubie, oboje wiedzieli, że nie chcą go w typowym miejscu.

– Gdy zaczęliśmy szukać miejsca, to z założenia odrzuciliśmy wszystkie białe sale i typowe, eleganckie miejsca, bo małżeństwo dla nas nie ma w sobie nic pompatycznego. Szukaliśmy miejsca bardziej unikatowego i swobodnego, żebyśmy też w tym dniu mogli być po prostu sobą i żeby było w nim coś takiego, co łatwo będzie zapamiętać. Gdy wpadł mi do głowy ten pomysł i zobaczyłam przed oczami nasz peron, z marszu zakochałam się w tej myśli. Kamil, czasem ku mojemu zdziwieniu, zawsze lubi moje zwariowane pomysły – tłumaczy Daria.

Wymagające okazały się trudności biurokratyczne. Daria wspomina, że czasami czuła się jak Janusz Weiss, zaczynając rozmowy od: „Dzwonię w bardzo nietypowej sprawie…”. Przeszli przez kilka instytucji, Halę Świebodzki, PKP S.A., PKP PLK, zanim w końcu trafili na właściwy trop, czyli PKP Nieruchomości. Gdy już tam dotarli, sprawy potoczyły się zaskakująco sprawnie. Pani Kamila Wieczysta od razu podzieliła entuzjazm Darii i pomogła im dopiąć formalności. Potem pozostało jeszcze tylko czekać na ostateczną zgodę Urzędu Stanu Cywilnego, który musiał sam ocenić, czy peron spełnia wymagania. Po tygodniu zadzwonił telefon z wiadomością, że mogą i że urzędnicy udzielą im ślubu dokładnie tam, gdzie sobie wymarzyli.

Mimo kreatywnej oprawy para nie chciała, by ten dzień był stresujący. Celowo postawili na prostotę i kameralność. Daria przyznaje, że największą radość sprawiły jej kreatywne elementy przygotowań: rysowanie komiksu ślubnego, projektowanie zaproszeń czy układanie zabawnych tekstów na krówki. Wymyślanie komunikatu kolejowego, który został dla nich nadany na dworcu, również było świetną zabawą. Ze śmiechem wspomina, że najbardziej stresowała się tym, czy Kamil zdąży jej się oświadczyć przed ślubem. Kamil podkreśla z kolei, że dzięki temu, że większość przygotowań wzięła na siebie Daria, dzień był dokładnie taki, jak chcieli, czyli spokojny, radosny, bez presji.

W Lubinie para jest znana z działalności społecznej: Lubińskiego Klub Fantastyki „Ostatnie Przymierze” oraz inicjatyw planszówkowych w Muzie. Daria z dumą mówi, że Kamil jest „sercem klubu”, w który wkłada mnóstwo czasu i energii. Kamil, choć określa się jako introwertyka, uważa budowanie wspólnoty za ważną wartość i właśnie dzięki fantastyce oraz grom planszowym łatwiej mu wychodzi otwieranie się na ludzi. Nic więc dziwnego, że na ich ślubie pojawiła się liczna grupa znajomych z tej społeczności, a jednym z prezentów była oczywiście planszówka.

Największym zaskoczeniem okazała się jednak reakcja świata zewnętrznego. Informacja o ślubie na peronie rozeszła się błyskawicznie, a życzenia złożył im nawet sam minister infrastruktury Dariusz Klimczak.

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Post udostępniony przez Dariusz KLIMCZAK (@klimczak_dariusz)

– Byłam szczerze zaskoczona, że wieści o naszym małym ślubie doszły tak daleko – przyznaje Daria. Kamil dodaje, że z jednej strony było to miłe, a z drugiej… trochę pokazujące, że ich plan na kameralną uroczystość nie do końca się udał.

Dziś oboje mówią, że ten dzień był bardziej kropką nad i niż przełomem. Pełen radości, wdzięczności i poczucia, że wszystko zostało zrobione dokładnie tak, jak chcieli.

Fot. Archiwum prywatne, KD


POWIĄZANE ARTYKUŁY