Zamiast budować Szpitalny Oddział Ratunkowy w szpitalu przy ulicy Bema, powiat lubiński postanowił zainwestować w przebudowę i unowocześnienie izby przyjęć. SOR miałby powstać później. Jednak jak wynika z raportu NIK-u, polskie SOR-y zmieniły się w całodobowe poradnie i przynoszą tylko straty. Wiele szpitali decyduje się na ich zamknięcie, zrobił tak już co dziesiąty.
– Wiele szpitali rezygnuje z SOR-ów, bo przynoszą straty, np. szpital wojewódzki w Poznaniu się z tego wycofał. Dyrekcja przekształciła SOR w izbę przyjęć – mówi Wojciech Swakoń, doradca starosty lubińskiego.
Długie kolejki w przychodniach sprawiają, że pacjenci traktują Szpitalne Oddziały Ratunkowe jako sposób na dotarcie do lekarza specjalisty lub szybkie wykonanie badań. Około 30 procent pacjentów, którzy trafiają do oddziałów, nie wymagają pilnej interwencji.
Konieczność opieki nad pacjentami, którzy tego nie wymagają, opóźnia pracę SOR-ów i zagraża tym, którzy faktycznie potrzebują natychmiastowej pomocy. Na przykład w Szpitalu Bielańskim w Warszawie na 160 osób przyjmowanych dziennie świadczeń ratowniczych wymagało 40. Podobnie było w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Olsztynie i Szpitalu Miejskim w Poznaniu, gdzie co drugi i co trzeci pacjent nie wymagał zastosowania procedur ratowniczych. Skrajny przypadek to SOR Szpitala Wojewódzkiego w Zielonej Górze, gdzie 80 proc. pacjentów, których przyjęto i zdiagnozowano, w ogóle nie powinno tam trafić.
Przyjmowanie w SOR-ach pacjentów nie wymagających pilnej interwencji wpływa też na kondycję finansową tych oddziałów. NFZ co prawda wlicza do ryczałtu wszystkich przyjętych pacjentów, ale płaci jedynie za procedury ratunkowe. „SOR-y stają się więc mocno deficytowe, a szpitale muszą pokrywać ich straty z zysków pozostałych oddziałów” – pisze NIK.
O Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w lubińskim szpitalu pisaliśmy tutaj: www.lubin.pl/aktualnosci,23192,nikogo_dzis_nie_stac_na_sor.html





