50 lat żeńskiego szczypiorniaka: Pierwsze piłkarki w Lubinie

952

Jadwiga Olszańska (z domu Gordziejewska) i Mariola Jędraś (z domu Siarkowska) są reprezentantkami pokolenia, które dało początek żeńskiej sekcji w naszym mieście. W ramach naszego cyklu prezentujemy państwu wywiad z pionierkami żeńskiego szczypiorniaka, który mocno różnił się od tego, którego znamy obecnie. W następnym odcinku „50 lat żeńskiego szczypiorniaka” wywiad z Anną Siekaniec. 

Międzypokoleniowe spotkanie. Piłkarki ręczne Bożeny Karkut i Juliana Krasińskiego. Od lewej: Aneta Piekarz, Jadwiga Olszańska, Mariola Jędraś i Kaja Załęczna.

W 1966 roku dziewczęta reprezentujące Szkołę Podstawową nr 1 zdobyły mistrzostwo powiatu. Większość z nich kontynuowało naukę w Liceum Ekonomicznym, w którym piłka ręczna znalazła wielkie uznanie. Sport ten rozwijał się też w Liceum Medycznym. Każda dziewczyna mocno angażowała się do sportu i miała swoje marzenia z nim związane.

Jadwiga Olszańska: To był sport dla sportu w czystej postaci.

Mariola Jędraś: Bardzo chciałyśmy grać. To było niesamowite przeżycie, a co dopiero, kiedy dostałyśmy pierwsze stroje i dresy czy trampki. Dano nam wolną rękę w doborze numerów. Każda z nas mogła sobie wybrać, jaki chciała. Wtedy też byli inni sportowcy, jak lekkoatleci i tak jak dzisiaj naśladuje się sportowców to i wtedy chciałoby się ich numer sobie przypisać. Pierwsza dieta czy pierwsze wyjazdy. Człowiek ma czternaście lat i po raz pierwszy tak w autokarze z całą drużyną jedzie. Przypominamy sobie wszystkie piosenki z podstawówki. Nie podchodziłyśmy do tego materialnie. Sama idea była ważna, wzajemne wsparcie. Był wyjazd, gdzie spałyśmy na piętrowych pryczach. Dwa prysznice i jedna toaleta. Nie wiedziałyśmy, że trzeba mieć koce, więc spałyśmy czasem razem na metalowej pryczy, która zrobiła się lejem. A rano nikt nie patrzył, że krzyże bolą.

Pierwsze korki w szkole podstawowej.

Mariola Jędraś: Szkoła jedynka była można powiedzieć początkiem takiej szkoły sportowej. Szukano młodych osób w trzeciej czy czwartek klasie szkoły podstawowej, które się czymś wyróżniały. Piłka ręczna była nastawiona na prędkość. Później doszła siła, czyli praca rąk i ramion w przypadku rzutów. Ja byłam klasie, gdzie kilka dziewcząt wyłonił pan Jan Kuchta. Tymi zawodniczkami były takie dziewczyny jak Grażyna Szymkowiak czy Renata Wołoszyn. Miałyśmy dużo wychowania fizycznego, a pan Kuchta z Julianem Krasińskim doszli do porozumienia i zaczęło się tworzyć zespół. Biegi na sześćdziesiąt metrów, skoki w dal, a ja byłam szczupła i sprytna, a także oburęczna i tak do osiemdziesiątego roku, gdzie zakończyłam swoją przygodę na parkiecie.

Lubiński zespół z trenerem Julianem Krasińskim

Docelowo Julian Krasiński miał pracować w Gwardii Koszalin, ale przejeżdżając przez Lubin z Nowej Soli, zobaczył trening podopiecznych Franciszka Hawrysza i jak przyznał, po krótkiej rozmowie nie wyobrażał sobie innej pracy, jak tylko ta w Cuprum Lubin. Zaczęły rozwijać się sekcje jak łyżwiarstwo szybkie czy boks. Każdy szukał swojego miejsca.

Jadwiga Olszańska: Na spotkaniu z panem Franciszkiem Hawryszem opowiadał on, że stworzyłyśmy ten sport, mianowicie piłkę ręczną w Lubinie. Jako młode dziewczyny rozpoczęłyśmy tą przygodę. Grałyśmy wtedy praktycznie we wszystko i koszykówka, siatkówka i gimnastyka artystyczna, pływanie i lekkoatletyka. Praktycznie wszystko.

Pierwsze mecze.

Jadwiga Olszańska: Przede wszystkim bardzo chciało się w nich wygrać i osiągnąć sukces. Te pierwsze mecze to były spotkania międzyszkolne. Do każdego meczu podchodziłyśmy bardzo emocjonalnie i każdy dla nas był ważny. Rywalizacja sportowa dla nas była czymś wspaniałym.

Mariola Jędraś: Najważniejszy był fakt, kiedy z panem Krasińskim analizowałyśmy mecz. Pierwsze statystyki, były rysunki, gdzie kto stoi. Nie było parcie, że musicie. Było natomiast dziewczyny, nie śpieszcie się, rozsądnie, a jeśli uznacie, że rozgrywka jest dobra to rzucajcie, nie róbcie tego na siłę. Podejście było zdroworozsądkowe. Kształtowałyśmy charakter, byłyśmy młode i to była ważna lekcja. Do tej pory nam to zostało, a dzięki temu podejściu, niejedna osiągnęła sukces w życiu zawodowym.

W głowie dalej panie widzą siebie, jako zawodniczki zdobywające kolejne punkty dla drużyny, wspomnienia ze spotkań czy rozmowy, a kiedy faktycznie zawiesiły panie buty na kołek?

Mariola Jędraś: U mnie w 1981 roku. To były już spontaniczne spotkania. Byłyśmy dorosłe. W większości przypadków miałyśmy swoich partnerów, plany na przyszłość. Były mecze, kiedy ja nie mogłam jechać. Trener przychodził do nas domu, ale nie zawsze, mogłyśmy jechać. Było życie rodzinne. To był taki koniec takiego okresu grania regularnego i dla koleżanek także.

Jadwiga Olszańska: Ja miałam kontuzję, po której w zasadzie już nie wróciłam do gry.

Zawodniczki z trenerem na boisku OSiR (obecnie RCS Lubin)

Julian Krasiński ważną osobą w życiu młodych sportowców.

Jadwiga Olszańska: Był jednym z moich pierwszych trenerów. Pan Franek Hawrysz i Jan Kuchta, a następnie pan Krasiński.

Mariola Jędraś: Najpierw pan Kuchta, a następnie trener Krasiński. Pierwsze mecze odbywały się tak, że grałyśmy praktycznie wszystkie. Potem dopiero wyłaniał pierwszy skład, na jakiej pozycji, która ma zagrać. Jadwiga grała praktycznie na wszystkich pozycjach, bo była zwinna i szybka, a ja także. Wyłonił bramkarki jak Helenę Mordacką „Lucy”, ze stoickim spokojem i potrafiła też słuchać. Była Gosia Chołowata, Grażyna Szymkowiak. Później były dziewczyny niższe, ale sprytniejsze i grały na kole, albo na skrzydłach. Były też zawodniczki uniwersalne, gdzie nas postawiono, tam grałyśmy.

Jadwiga Olszańska i Mariola Jędraś

Przyjaźnie na całe życie.

Mariola Jędraś: Utrzymujemy kontakt po dziś dzień. Nie widziałyśmy się już x lat, a zadzwoniłam do koleżanki i popełniłam fo pa, bo nie wiedziałam jak się nazywa po mężu i mówię, poproszę z Jadzią Gordziejewską, a mąż – Olszańska teraz! Ja odpowiadam, że przepraszam za fo pa, ale tyle się nie widziałyśmy. Człowiek się tyle niby nie widział, ale zawsze do siebie oddzwonimy, zawsze te rozmowy są takie, jak za naszej gry w drużynie. Mira Kaczanowska jest świetną finansistką. Myślałam, że się nie odezwie, bo minęło dwanaście lat, jak się nie widziałyśmy. A mimo to odpisała, żebym do niej zadzwoniłam, bo późno kończy pracę i wcześnie zaczyna. Po latach spotkamy się, widzimy się, a relacje takie, jakbyśmy właśnie zeszły z boiska, tyle co. Nawet wymieniałyśmy się butami, jak druga nie miała. A na obozach składałyśmy się czasami, aby mogły wszystkie pojechać na mecz.

Mecz na boisku przy Zespole Szkół nr 1 w Lubinie

Mecze.

Jadwiga Olszańska: Czasami jechało się na mecz i przebierało właśnie w tym autokarze. Jak przyjechałyśmy na spotkanie to już wychodziłyśmy gotowe do gry bez rozgrzewki. Nikt nie patrzył na niedogodności, może też nikt tego tak nie postrzegał. Miałyśmy międzynarodowe mecze. Wyjeżdżałyśmy do NRD, albo one przyjeżdżały do nas. Dziewczęta tam grały niemalże indywidualnie. Były bardzo rozbudowane fizycznie, także jak weszła tak ciałem to można było odczuć.

Mariola Jędraś: Co do zawodniczek NRD to na pewno wydawało nam się, że były bardziej zacięte. Trener Krasiński powiedział nam, że zawodniczki te nie potrafiły grać zespołowo. Były nastawione na indywidualizm. Moc, potęga i rzut. Nie było takiej integracji, to było widoczne. My miałyśmy swoje statystyki, opisy gry. W sumie gdzieś jeszcze mam jedne takie notatki w piwnicy. Grałyśmy też z Czeszkami, ale najbardziej zapamiętałyśmy właśnie mecze z NRD.

Kadra Dolnego Śląska.

Jadwiga Olszańska: Ja pamiętam powołanie do kadry Dolnego Śląska w 1973 roku, kiedy to pojechałyśmy do Tarnowa na Ogólnopolską Spartakiadę Młodzieży, gdzie zdobyłyśmy wicemistrzostwo. 

Mariola Jędraś: Ja trafiłam rok później do kadry. Razem ze mną były, bramkarka Małgorzata Chołowata, Mariola Jędraś, Joanna Zielińska i Ewa Sosła-Zielińska. Powołał nas związek z Wrocławia i grałyśmy na mistrzostwach w Białymstoku.    

Z byłymi zawodniczkami lubińskiego szczypiorniaka rozmawiał Mariusz Babicz.

Fot. Archiwum piłkarek

 

Trwa ładowanie komentarzy. Prosimy o cierpliwość