W konstrukcji ronda w pobliżu Obi ponownie pojawiła się dziura. W tym samym miejscu co zwykle. Tak jak ostatnio, nie wiadomo, kto jest sprawcą uszkodzenia. Kierowca po prostu sobie odjechał. – To chyba jakiś lubiński trójkąt bermudzki. Może są tam jakieś złe fluidy i trzeba wezwać radiestetę? – żartuje przechodzień na widok wyrwy.
Lubińska policja nie otrzymała żadnego zgłoszenia o wypadku na rondzie. Głogowski oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, któremu podlega droga z tym rondem, już wie o uszkodzeniu, ale nie zna sprawcy szkody. – Rondo już zostało zgłoszone do naprawy – mówi kierownik głogowskiego oddziału GDDKiA Dariusz Zajączkowski.
Takie reperacje wykonywane są co kilka miesięcy, czasem nawet w odstępach kilkutygodniowych. Samochody zawsze uderzają w rondo w tym samym miejscu. Ostatni raz taki wypadek wydarzył się pod koniec października.
Szef głogowskiego oddziału GDDKiA przyznaje, że trudno mu zrozumieć fenomen lubińskiego ronda. – Widoczność jest tam dobra i w dzień, i w nocy. Codziennie przejeżdża tamtędy mnóstwo samochodów i im udaje się pokonać rondo bez przeszkód, a co jakiś czas jeden kierowca uderza w konstrukcję – dodaje Dariusz Zajączkowski. – Trudno to zrozumieć.
Zwykle za naprawę ronda płaci ten, kto je zniszczył. Jeśli sprawcy nie uda się ustalić, koszty pokrywane są z ubezpieczenia Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.





