Znalazłeś kolorowy kamyk? Weź i zanieś go dalej

3609

– Nie ruszaj, to pewnie czyjaś zabawka, jakieś dziecko po nią wróci – to była pierwsza myśl pani Eli, gdy jej syn wziął do ręki znaleziony w zoo kolorowy kamyk. Z pewnością tak myśli wiele osób. Nic bardziej mylnego! – Dziś już wiem, że te znalezione kamyki możemy zabrać ze sobą i zostawić w innym miejscu. To bardzo fajna zabawa dla całej rodziny – zapewnia lubinianka.

Jak nam opowiada pani Ela, moda na malowanie kamyczków przyszła do nas z Czech. – Przywiozła ją stamtąd pani Kasia Sulewska. Znalazła pomalowany kamyk, spodobał jej się pomysł i zaczęła go realizować u nas – opowiada nasza Czytelniczka.

Tak też powstała na facebooku grupa #kamyczki. – Idea jest prosta – szukamy polnego, płaskiego kamyka. Najlepiej farbami akrylowymi, których nie zmyje deszcz, malujemy na nim jakiś wzór i pokrywamy go takim samym lakierem akrylowym. U mnie najczęstsze motywy to postaci z bajek, z racji zainteresowań mojego synka. Ale widziałam już różne wzory. Na odwrocie możemy coś napisać, ale ważny jest kod pocztowy miasta, z którego jesteśmy i zapis „#kamyczki” – opowiada kobieta.

Gotowe kamyki rozstawiamy w różnych charakterystycznych punktach w mieście, zwłaszcza w miejscach, gdzie najczęściej zaglądają dzieci. Bo znalezienie takiego skarbu, to szczególnie frajda dla najmłodszych. – Ja ostatnio zaniosłam z synem kilka kamyków do parku Wrocławskiego. Jeden włożyliśmy do otwartej paszczy dinozaura, inny położyliśmy na jego łapie. Kilka zostawiliśmy też w rynku. Ale można je wozić ze sobą po różnych częściach kraju i nie tylko – zauważa lubinianka.

Co później? Osoba, która znajdzie taki kamyk, powinna zrobić mu zdjęcie wraz z oznaczeniem kodu pocztowego i umieścić je na stronie #kamyczki. W ten sposób osoba, która go pomalowała, będzie wiedziała dokąd dotarł. Pani Ela planuje, że wszystkie kamyki, które znajdzie do czasu urlopu, zawiezie nad morze, bo tam planuje spędzić tegoroczne wakacje.

Znaleziony kamyk możemy też zatrzymać, ale najlepiej, by ruszył w dalszą podróż. – Mam już sygnały od mam, których dzieci znalazły kamyk z bajkową postacią, że na chwilę je zatrzymają. Przynajmniej do czasu aż dziecko się znudzi, bo na razie nie chce oddać – śmieje się pani Ela. – Ja to w pełni rozumiem i zachęcam innych mieszkańców, by przyłączyli się do naszej akcji. Takie malowanie kamyków i szukanie ich w różnych miejscach, to świetna zabawa dla całej rodziny. Myślę, że to mogłoby też być ciekawym urozmaiceniem lekcji plastyki – sugeruje lubinianka.

Fot. Zdjęcia nadesłane przez panią Elę