Miały być 3 punkty, a ostał się tylko 1. Podopieczni Oresta Lenczyka na Stadionie Zagłębia rozgrywali bardzo ładne zawody przeciwko Jagiellonii Białystok. Pierwsza połowa, to szybkie kontry i sporo strzałów na bramkę Jakuba Słowika. Z jednej z takich szarż wpadła właśnie bramka dla gospodarzy. Wygrywali 1:0 i po ich grze można było wróżyć kolejne trafienia. Czar prysł po tym, jak boisko opuścił Abwo. Zagłębie straciło bramkę i zyskało tylko 1 punkt.
Już w 2. minucie meczu David Abwo bardzo szybko pociągnął grę środkiem pola, po czym kilka metrów przed polem karnym oddał silny strzał w środek bramki Jagiellonii. Na posterunku stał jednak Jakub Słowik, którzy złapał futbolówkę. Kilka minut później po rzucie różnym dla Zagłębia, piłka trafiła na głowę Vidanova, który próbował lobować bramkarza gości. Również tym razem atak nie zaskoczył Słowika. W 8. minucie Robert Jeż podał piłkę prosto pod nogi Davidowi Abwo. Rozpędzony zawodnik Zagłębia bez namysłu oddał strzał w kierunku bramki gości. Ten okazał się na tyle skuteczny, że gospodarze prowadzili 1:0. Później swojej szansy szukał Arkadiusz Piech, jednak gola nie zdobył. Do przerwy wynik się nie zmienił. W drugiej połowie miedziowi szukali kolejnej szansy na podwyższenie pozytywnego rezultatu, ale piłka nie słuchała się zawodników. Najpierw Robert Jeż trafił w poprzeczkę, a po chwili szanse zmarnował Arkadiusz Piech. Później boisko opuścił David Abwo. Wtedy gra miedziowych nieco się zmieniła. Wprowadzeni do gry Adrian Błąd, Paweł Oleksy i Łukasz Piątek nie dodali sił drużynie. Brakowało już miejscami też szybkości, co wykorzystali zawodnicy Piotra Stokowca i w 87. minucie zdobyli bramkę na 1:1. Jej autorem był Mateusz Piątkowski. Pomimo doliczonych 3. minut, Zagłębie nie zdołało ponownie wyjść na prowadzenie i ostatecznie podzieliło się punktami na własnym terenie.
– Był to mecz, w którym dużą rolę odgrywały nerwy. Z pewnością wszyscy, którzy są w drużynie, czy w klubie chcieli w tym meczu osiągnąć trzy punkty. Mecz okazał się trudny pod tym względem, że było dużo walki i spięć z mniej ładnej gry. Uważam, że przyszedł moment, że zeszło to na drugi plan, a trzeba było zadbać o trzy punkty. Jeden do zera, to jest wynik, który daje szansę przeciwnikowi. Poprawić stan rzeczy mogli zmiennicy. Jednak trzech zawodników, których pojawiło się na murawie nie wzmocniło zespołu pod względem gry. Jeżeli graliśmy w jednym składzie od początku, to było to o tyle pozytywne, że czas przeciwko nowi uciekał, a my nie mogliśmy w ataku akcji, po której można by było podwyższyć wynik. Nie uważam, aby mieć pretensję do zawodników, że nie chcieli grać, a jeżeli niektórzy już nie mogli, to nie była ich wina – powiedział po meczu Orest Lenczyk, szkoleniowiec Zagłębia.





