Trzy miesiące po narodzinach syna 33-letni Kuba usłyszał druzgocącą diagnozę: nowotwór złośliwy jelita grubego w IV stadium. Lubinianin przeszedł od tamtej pory już pięć linii leczenia. Kiedy wydawało się, że nie ma nadziei, okazało się, że jego organizm reaguje na lek na raka piersi. Niestety, terapia nie jest w jego przypadku refundowana przez NFZ. Jedna dawka kosztuje 18 tys. zł, a na razie lekarze nie są w stanie stwierdzić, ile będzie ich potrzebował. Dlatego rodzina prosi o pomoc – na pomagam.pl trwa zbiórka.

Wszystko zaczęło się od niewinnego bólu pleców, który młody ojciec przypisywał przemęczeniu pracą. Marzec 2024 roku miał być dla niego początkiem najpiękniejszego etapu – na świat przyszedł jego ukochany synek. Radość z ojcostwa nie trwała jednak długo. W czerwcu Kuba usłyszał diagnozę, która brzmiała jak wyrok.
– Nie przypuszczałem, że zaledwie trzy miesiące później moje życie zmieni się nie do poznania, a zamiast spokojnie cieszyć się ojcostwem i planować przyszłość z rodziną, będę musiał stanąć do walki o własne życie – wspomina 33-latek na stronie zbiórki.
Kuba przeszedł radioterapię, dwie poważne operacje i wyczerpujące cykle chemioterapii, zmagając się z licznymi powikłaniami. Niestety, mimo zastosowania aż pięciu różnych linii leczenia, stan jego zdrowia ciągle się pogarszał, a w organizmie pojawiały się kolejne przerzuty.
Młody ojciec nie zamierzał się jednak poddawać. Na własną rękę sfinansował zaawansowane badanie molekularne Exacta. Wyniki przyniosły nieoczekiwany przełom: okazało się, że na jego rodzaj nowotworu pozytywnie zadziała chemioterapia stosowana zazwyczaj u kobiet z rakiem piersi. Kuba na własny koszt przyjął pierwsze dawki leku. Kontrolna tomografia wreszcie wykazała poprawę, dając mu realną szansę na życie.
Na drodze stanęły jednak bezlitosne przepisy i koszty. Ponieważ lek jest zarejestrowany dla innego typu nowotworu, w przypadku Kuby Narodowy Fundusz Zdrowia odmawia jego refundacji.

– Po ponad dwóch latach nieskutecznych prób i pogarszającym się stanie zdrowia wreszcie pojawiła się szansa, której nie chcę stracić. Po raz pierwszy od dłuższego czasu mam powód, by z większą nadzieją patrzeć w przyszłość – pisze Kuba.
Koszt jednego wlewu chemioterapii to aż 18 tys. zł, a leczenie trzeba powtarzać co trzy tygodnie. Lubinianin miał już cztery wlewy i musi przyjąć kolejne cztery. Na razie lekarze nie określili, ile w sumie będzie ich potrzebował, wszystko zależy od wyniku tomografii.
Oszczędności stopniały, a choroba odebrała Kubie możliwość pracy, zaś jego zasiłek rehabilitacyjny właśnie się skończył. Dlatego rodzina zdecydowała się poprosić o pomoc. Na pomagam.pl założono zbiórkę.
– Nigdy nie przypuszczałem, że kiedykolwiek wypowiem takie słowa i będę musiał prosić o pomoc. Jeszcze niedawno skupiałem się na codziennych obowiązkach, pracy i życiu rodzinnym. Dziś moją codziennością jest walka z nowotworem i próba odzyskania zdrowia – pisze na stronie zbiórki Kuba.
Pieniądze ze zbiórki pozwolą opłacić serię ratujących życie wlewów, niezbędne dojazdy, konsultacje i zapewnią spokój w dalszej walce o zdrowie.
– Nie wiem, co przyniosą kolejne tygodnie i miesiące, ale chcę walczyć dalej i żyć. Chcę patrzeć, jak mój syn dorasta, wspierać go, uczyć i pokazywać mu świat. Każda wpłata, nawet najmniejsza, przybliża mnie do kolejnego wlewu – apeluje mężczyzna.
Każda złotówka ma znaczenie. Leczenie Kuby można wesprzeć na: https://pomagam.pl/3h8tnm





