Miało być taniej i prościej. Zamiast tego rodzice, samorządy i same przedszkola mają problem. Wszystko przez nowelizację ustawy o systemie oświaty, która właśnie weszła w życie. Rodzice maluchów będą płacić mniej za każdą rozpoczętą nadprogramową godzinę w przedszkolu, ale za to pozbawiono ich możliwości wykupu dodatkowych zajęć, jak na przykład język angielski czy rytmika.
Pierwsze pięć godzin dzieci przebywają w przedszkolach bezpłatnie. Za każdą następną godzinę rodzice muszą już płacić. Do tej pory wysokość opłat samorządy ustalały same. W Lubinie dodatkowe godziny kosztowały 2,80 zł.
Od września tego roku każda nadprogramowa godzina jest tańsza, kosztuje 1 zł. Państwo przyznało na ten cel samorządom dotację. W tym roku, za okres od września do grudnia, ma to być 414 zł na dziecko, zaś za następny cały rok około 1200 zł. Jednak to nie wystarczy na utrzymanie malucha w przedszkolu. W lubińskich przedszkolach jedno dziecko to koszt 800 zł miesięcznie. Kto więc zapłaci resztę? Samorządy.
– Dotacja z ministerstwa jest tak dalece niewystarczająca, że Lubin będzie musiał dołożyć 1 mln zł rocznie – mówi Jacek Mamiński, rzecznik prezydenta Lubina.
Według nowelizacji rodzice przedszkolaków nie mogą ponosić żadnych dodatkowych kosztów. Co więc z zajęciami dodatkowymi, udział w których był do tej pory dobrowolny i płatny? Samorządu ani przedszkoli nie będzie stać na płacenie za nie.
– W moim przedszkolu dodatkowe zajęcia na razie zostały zawieszone – mówi Janina Rus, dyrektor Przedszkola nr 2 w Lubinie. – Jestem przed spotkaniami z rodzicami. Będę pytała ich o zdanie na ten temat – dodaje.
Podobne rozmowy z rodzicami ma przed sobą dyrektor Przedszkola nr 10 Jadwiga Musiał. – Z tych rozmów, które już miałam, wynika, że rodzice są oburzeni. Mówi się o wyrównywaniu szans, a odbiera się przedszkolakom możliwość rozwoju – stwierdza dyrektor Musiał. – Jeżeli rodzice będą chcieli, aby ich dzieci nadal uczestniczyły w zajęciach dodatkowych, sprawdzimy, czy jest jakieś rozwiązanie. Do tej pory zainteresowanie było spore – 100 procent moich przedszkolaków uczestniczyło w rytmice, około 70 procent w języku angielskim i po 30 procent w karate czy zajęciach tanecznych – wylicza.
Podobnie wyglądało to w Przedszkolu nr 2. – Ministerstwo robi ukłon w stronę rodziców, zmniejszając opłaty, a jednocześnie ogranicza możliwości oddziaływania na rozwój dziecka. Bardzo mnie to niepokoi i boli. Nikt nie konsultował z nauczycielami czy rodzicami tej zmiany – mówi Janina Rus. – Będziemy szukać rozwiązania, co możemy zaproponować w zamian za te zajęcia. Jako dyrektor zrobię wszystko aby tę lukę wypełnić.
A co z przedstawieniami teatralnymi, wizytami w kinie, wycieczkami? Za wszystko to rodzice przedszkolaków też musieli dodatkowo płacić. Na razie placówki nie wiedzą jak interpretować ustawę i czy w tym przypadku też obowiązuje zakaz pobierania dodatkowych opłat.





