Dzieci uczą się u siebie. W pierwszej kolejności do szkół miejskich rekrutowane są dzieci z Lubina, a do szkół gminnych – uczniowie z gminy. Jeżeli zdarzy się, że w szkole zostaną wolne miejsca, wtedy przyjmowane są dzieci z ościennych gmin. Tak stanowi prawo, mające na względzie dobro wszystkich. Choć ustalenia obowiązują od 1991 roku, to wielu mieszkańców nadal ma z nimi nie lada kłopot.
Zasada jest jedna i niezmienna od lat. Władze, zarówno miejskie jak i gminne, mają obowiązek zapewnić edukację każdemu dziecku w miejscu swojego zamieszkania. W ten sposób każda ze stron działa na tych samych, równych prawach.
Okazuje się jednak, że nie wszyscy rodzice znają tę zasadę. Jedna z mieszkanek gminy nie rozumie dlaczego jej dziecko nie może uczyć się w Lubinie. Albo inaczej: dlaczego musi czekać na liście rezerwowej.
– Zapisałam dziecko do pierwszej klasy w Szkole Podstawowej nr 10 w Lubinie. Z miejsca trafiło na listę oczekujących. Nie chcę żeby moje dziecko startowało z gorszej pozycji, tylko dlatego, że mieszka w gminie wiejskiej – skarży się Czytelniczka naszego portalu.
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Maję Grohman, rzecznika prasowego urzędu gminy.
– Zgodnie z ustawą o systemie oświaty pierwszeństwo przyjęcia do szkoły mają te dzieci, dla których ta placówka jest szkołą obwodową. W drugim etapie rekrutacji przyjmowane są dzieci spoza obwodu czyli np. z terenu gminy Lubin czy innej części miasta, o ile szkoła dysponuje wolnymi miejscami – mówi Maja Grohman.
Oba samorządy szykują porozumienie, które umożliwi właśnie dzieciom z terenu okolicznych wsi naukę w Lubinie. – Porozumienie między gminą miejską i wiejską faktycznie jest przygotowywane. Aktualnie czeka na opinię dwóch komisji rady gminy Lubin: oświaty i budżetu, ale ono zasad wynikających z ustawy i tak nie zmieni – dodaje.





