W boksie musi być atmosfera

241

Spod jego ręki wyszedł brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Seulu, a także wielu inny znamienitych pięściarzy. Pamięta czasy, kiedy boks był wizytówką naszego miasta, a hala przy ul. Składowej, kipiała od emocji związanych z sobotą bokserską. Mowa o Mieczysławie Massierze.

Uczestnik między innymi mistrzostw Europy w Katowicach w 1975 roku. – Ja rozpocząłem karierę tak naprawdę od momentu, kiedy w telewizji mogliśmy oglądać rzymską olimpiadę. Wtedy mogłem podziwiać na ringu Tadeusza Walaska i Zbigniewa Pietrzykowskiego – wspomina Mieczysław Massier.

Początkowo uprawiał różne dyscypliny sportu, jednak ostatecznie również dzięki swojemu tacie, wybrał boks. – Bardzo spodobał mi się sport indywidualny. Ważną rolę odegrali pierwsi trenerzy, między innymi Antoni Hołowiak – wspaniały człowiek i trener. Wtedy walczyłem dla Burzy Wrocław. Potężny klub, który uzyskał tę pozycję przede wszystkim niesamowitą atmosferą. Teraz trenuje się codziennie. Wtedy co drugi dzień. Człowiek nie mógł doczekać się treningu. Wspomnę tylko, że jechałem na niego czterdzieści pięć minut. – mówi Massier.

W 1980 roku trafił do Zagłębia Lubin jako trener. Wówczas nie było już w Lubinie śp. Kazimierza Paździora, który wtedy przeszedł do Wrocławia. Zawodników szkolił min. Paweł Grudziński czy Józef Kicior. Ostatecznie jednak po namowach kolegów po fachu, Massier wyszedł na ring, ale jeszcze jako zawodnik. Z takim bagażem doświadczeń i niebywałą koncentracją do każdej walki, w pierwszym sezonie jako pięściarz Zagłębia, przegrał jedynie dwa pojedynki. W 1982 roku przejął drużynę już jako szkoleniowiec.

Pod jego skrzydłami byli tacy zawodnicy jak Wojciech Misiak, Mariusz Łukasik, Włodzimierz Zgierski, Józef Strzechowski i Zbigniew Siwak (obaj wychowankowie Zagłębia z Lubina) czy Janusz Zarenkiewicz. – Wtedy była w Lubinie fajna atmosfera. Paweł Grudziński wprowadził tu pracę z młodzieżą. Miał dobre wyniki. Sporo chłopców przeszło do Zagłębia. Zaczęliśmy budować nowy zespół. Każdy u nas poszedł do przodu. Ściągnąłem do nas między innymi Janusza Zarenkiewicza z Moto-Jelcza, który tam w zasadzie nie boksował. Głównie siedział na ławce. Tutaj przyszedł i zaczęła się fajna kariera – puentuje Mieczysław Massier.

Jeszcze w 1989 roku sekcja bokserska Zagłębia Lubin wiodła prym w Polsce. W rozgrywkach ligowych osiągała znakomite rezultaty. – Cztery złote medale, wicemistrzostwo, a nawet brązowy medal. Była dominacja. W kolejnym roku myśleliśmy, że zacznie to przynosić efekty namacalne. Niestety rozwiązali nas. Zaczęły się zupełnie inne czasy dla boksu – komentuje były trener Zagłębia Lubin.
 


POWIĄZANE ARTYKUŁY