Ta historia ma kilka wątków zawieszonych między Lubinem a Legnicą. 41-letni legniczanin chciał szybko dorobić, ale tylko narobił sobie problemów. Najpierw ukradł pieniądze, choć zapewniał, że to jego okradziono w Karczowiskach, a potem sprzedał samochód, który zabezpieczony był przez prokuraturę. Tym samym po raz drugi stanie przed sądem.
Sprawę prowadzili lubińscy śledczy. Zaczęło się od czerwca 2012 roku, kiedy legniczanin był konwojentem przewożącym gotówkę w firmie prowadzącej kasyna. 12 czerwca w nocy mężczyzna zadzwonił do swojego pracodawcy i poinformował, że gdy wymieniał w Karczowiskach przebitą oponę, napadło go kilku mężczyzn, którzy zabrali mu przewożoną w samochodzie kasetkę z gotówką. Było w niej 70 tys. zł.
– Właściciel firmy, dzięki zamontowanemu w samochodzie GPS-wi od razu zorientował się, że oskarżony kłamie. Przeciwko 41-latkowi wszczęto postępowanie karne i postawiono mu zarzuty. Pieniędzy nie odzyskano – relacjonuje prokurator Liliana Łukasiewicz.
W czasie śledztwa lubińska prokuratura zajęła samochód mężczyzny o wartości 15 tys. zł jako zabezpieczenie na rzecz skradzionych pieniędzy. Legniczanin mógł z niego warunkowo korzystać, ale nie wolno mu było sprzedawać pojazdu.
W lutym tego roku zapadł wyrok. Sąd skazał Roberta P. na karę 1,5 roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na okres trzech lat próby. Miał także obowiązek oddania pieniędzy byłemu pracodawcy. Postanowienie o zabezpieczeniu majątkowym cały czas pozostawało w mocy.
Tymczasem okazało się, że jeszcze w listopadzie ubiegłego roku mężczyzna sprzedał samochód w Legnicy za kilkanaście tysięcy złotych. Nie miał też z czego oddać pieniędzy byłemu pracodawcy, bo nie miał w tym czasie żadnego majątku i utrzymywał się z zasiłku.
– Mając powyższe okoliczności na uwadze Robertowi P. przedstawiono zarzut udaremnienia zaspokojenie wierzyciela, rozumianego jako całkowite uniemożliwienie zaspokojenia jego roszczenia – tłumaczy rzecznik prokuratury. – Pamiętać należy, że takie zachowanie jest karalne zawsze, gdy zbywający majątek działa w celu udaremnienia wykonania orzeczenia sądu lub innego organu państwowego, przez co uniemożliwia lub uszczupla zaspokojenie swojego wierzyciela – dodaje.
Mężczyzna przyznał się do winy. Grozi mu do trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.





