Tu w Lubinie wszystko się zaczęło

126

Trudno dziś określić, który z nich jest tym popularniejszym bratem. Dawid i Michał Kwiatkowscy, obaj śpiewają i obaj osiągnęli już spore sukcesy na rynku muzycznym. Za pierwszym szaleją nastolatki w Polsce, drugi robi karierę we Francji. I właśnie starszy z nich, Michał Kwiatkowski, w miniony weekend odwiedził nasze miasto. W końcu w Lubinie wszystko się zaczęło. Przyjeżdżał tu na festiwale piosenki francuskiej, które zresztą wygrywał. W Lubinie mieszka też rodzina braci Kwiatkowskich.

– Jesteśmy w Lubinie, w Centrum Kultury Muza. Tutaj pan zaczynał jako nastolatek, dziś wraca pan jako znany muzyk.

– Zawsze bardzo się cieszę, kiedy wracam do Lubina. Śpiewałem tu kilka razy na festiwalu piosenki francuskiej, tak naprawdę moja przygoda z piosenką francuską zaczęła się tutaj, w Muzie.

– To było dawno temu?

– Bardzo dawno. Na pierwszym festiwalu w Muzie wystąpiłem chyba z 15 lat temu.

– Lubin zmienił się przez ten czas?

– Oczywiście, że się zmienił, jak chyba wszystkie miasta. W weekend rodzina pokazywała mi jak dziś wygląda Lubin. Byliśmy w parku, oglądaliśmy dinozaury. Ale najważniejsze jest to, co się nie zmienia. Mimo że festiwal piosenki francuskiej już nie istnieje, to jednak czuć tę kulturalną atmosferę. Pamiętam siebie biegającego po tych schodach, zestresowanego konkursem…

– Dzisiaj pana kariera głównie rozwija się we Francji, nie w Polsce.

– Dzisiaj ta kariera przeplata się między Polską, a Francją, o czym zawsze marzyłem. We Francji wydałem trzy płyty, które w Polsce było ciężko dostać. Teraz powstała moja czwarta płyta, ale pierwsza wydana w Polsce. Nazywa się „Chopin etc.” To polsko-francuski projekt, ale cieszę się, że ujrzał światło dzienne właśnie tutaj.

– Jaka jest ta najnowsza płyta?

– „Chopin etc.” to płyta, w której adaptuję dzieła Fryderyka Chopina na piosenki popowe, po to, by spopularyzować muzykę klasyczną. To płyta bardzo dostępna, popowa i na tym mi zależało. Inspirowałem się jakimś motywem jednego z preludiów i z tego robiłem piosenkę. Płyta składa się z takich utworów, które są skomponowane przeze mnie, oprócz trzech coverów artystów, którzy już wcześniej się tym zajmowali i także zainspirowali się Chopinem.

– Gdzie jest łatwiej zaistnieć na rynku muzycznym, u nas czy we Francji?

– Myślę, że wszędzie jest trudno. Uważam, że zawód artysty jest jednym z najtrudniejszych. Nawet jeśli ludzie mają inne spostrzeżenia, to mogę zapewnić, że to szalenie ciężkie zajęcie. Ten zawód jest bardzo efemeryczny, nigdy nie wiadomo, gdzie się znajdziemy za sześć miesięcy, nie wiemy czy płyta dobrze się sprzeda, czy koncerty się sprzedadzą. Rekompensatą tego wszystkiego jest ten moment, kiedy stoimy na scenie i widzimy mnóstwo ludzi na naszym koncercie, albo moment, kiedy wydajemy płytę i okazuje się ona sukcesem.

– Nie brakuje porównań do brata, Dawida Kwiatkowskiego. To dziś bożyszcze nastolatek. Który z was jest dziś bardziej popularny? Pan we Francji czy brat w Polsce?

– Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Kiedy zaczynałem moją karierę we Francji, był taki moment, że też byłem idolem nastolatek, tak jak dziś Dawid. Teraz w wieku 31 lat już nie jestem idolem nastolatek i bardzo się z tego cieszę (śmiech). Moja kariera wygląda zupełnie inaczej, moja publiczność też jest zupełnie inna. Natomiast widzę, że np. kiedy robię promocję płyty w Warszawie, to podchodzą do mnie nastolatki, które były najpierw fankami Dawida. To jest bardzo fajne, kiedy widzę 12-letnią dziewczynkę z płytą „Chopin etc.” Być może ona nawet jeszcze nie wie kim jest Chopin, ale dzięki mojej kreatywności i dzięki popularności Dawida ta mała dziewczynka może zainteresować się muzyką Fryderyka Chopina.

– Czy Dawid korzysta z pana doświadczenia. Muzycznie na pewno jest pan dojrzalszy i więcej pan przeżył. Czy raczej jest krnąbrny i idzie swoją drogą?

– Dawid jest fajnym młodszym bratem, który słucha starszego (śmiech). Jestem dumy patrząc na jego dzisiejszy sukces i równie dumy, że często potrzebuje mojej porady. Dziś jest już dorosłym facetem, bardzo mądrym, ze sztabem doradców, a mimo to przychodzi do mnie po poradę.

– Nie ma rywalizacji, ani zazdrości między wami?

– Nie ma i nigdy nie było. Wynika to z kilku powodów. Po pierwsze, od urodzenia Dawid zawsze był moim oczkiem w głowie, taką moją przytulaną, młodszym bratem, na którego długo czekałem. Po drugie robimy zupełnie inną muzykę, mamy też inne cele, także bez sensu byłoby rywalizować. Zresztą, kiedy jestem w Warszawie, często razem mieszkamy, więc gdybyśmy mieli się pozabijać, to byłoby szkoda (śmiech).


POWIĄZANE ARTYKUŁY