Kompleksową opinię wyda trzeci biegły powołany w sprawie przeciwko dyrektorce Zespołu Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących, Beacie Grzelińskiej. Sąd przychylił się do wniosku obrońcy oskarżonej, który kilkukrotnie apelował o sporządzenie dodatkowego dokumentu, ponieważ dwa dotychczasowe były rozbieżne.
Mecenas Dariusz Niedźwiedz, reprezentujący Beatę Grzelińską, od początku nie był zadowolony z dokumentów przygotowanych przez biegłego lekarza medycyny sądowej, Janusza Kołowskiego oraz chirurga, który na co dzień pracuje w lubińskim szpitalu przy ul. Bema. – Będę wnioskował o kompetentną opinię kolejnych biegłych, bo w dotychczasowych pojawiały się sprzeczności. Opinia biegłego Kołowskiego jest egzotyczna. Biegły, poprzez analizę akt sprawy, wszedł w kompetencje sądu, natomiast lubiński lekarz – jak sam przyznał – nie posiada kompetencji, by rzetelnie ustosunkować się do całej sprawy przez to, że nie brał udziału w operacji poszkodowanego – podkreślał kilkukrotnie adwokat byłej dyrektorki.
Sąd dał więc lekarzom czas na ponownie przyjrzenie się sprawie i możliwości skorygowania swoich opinii. Przypomnijmy, że Kołowski wykluczył w niej możliwość samookaleczenia, próby samobójczej oraz nieszczęśliwego wypadku. – Kanał rany nie odpowiadał ewentualności zadania sobie ciosu przez pokrzywdzonego. Niemożliwe jest także, by pokrzywdzony sam mógł nadziać się na narzędzie i pod ciężarem własnego ciała doznać obrażeń. Ponadto miejsce, w którym znajduje się rana, było w czasie uderzenia przysłonięte odzieżą. Osoba, która chce się uszkodzić, odsłania miejsce uderzenia – tłumaczy lekarz.
Samouszkodzenia nie wykluczył natomiast chirurg z Regionalnego Centrum Zdrowia w Lubinie. – Pacjent był operowany, a później przebywał na naszym oddziale. Od razu przyznałem, że rana najprawdopodobniej powstała od noża. Nie potrafię jednak sprecyzować, czy w wyniku działania osób trzecich, czy samookaleczenia – wyjaśnia lekarz.
W związku z tym, że obydwaj biegli podtrzymali swoje zdanie, sędzina zdecydowała powołać kolejnego, trzeciego już biegłego lekarza z zakresu medycyny sądowej.
Długo, bo aż trzy miesiące, ma na sporządzenie wspomnianego dokumentu lekarz z Instytutu Medycznego we Wrocławiu. Oznacza to, że była to ostatnia rozprawa Beaty Grzelińskiej i Wacława Gniewka w tym roku. Do sprawy powrócimy najwcześniej w lutym 2014 roku.





