Trochę Hiszpanii w Lubinie

28

Szlifowała flamenco pod okiem najlepszych tancerzy świata – lubinianka Agnieszka Szłykowicz spędziła miesiąc w Hiszpanii w szkole Fundacji Cristiny Heeren. – Nauczyłam się więcej niż przez całe życie – mówi z uśmiechem tancerka. – Dowiedziałam się między innymi, że flamenco jest związane z górnictwem – dodaje, zdradzając jednocześnie, że planuje niezwykły koncert, w którym chciałaby połączyć flamenco i chór górniczy.

Do tej szkoły w Sevilli przyjeżdżają tancerze z całego świata. Nie wszystkim udaje się skończyć kurs i uzyskać dyplom. Lubiniance się to jednak udało. – Zdobyłam dyplom – cieszy się pani Agnieszka. – Od 10 lat mam w Lubinie szkołę flamenco. Zdecydowałam, że najwyższy czas udać się do źródeł tego tańca. Do wyjazdu zmotywowała mnie też przyjaciółka, która niedawno zmarła. Dostałam się do szkoły Fundacji Cristiny Heeren, więc pojechałam. To nie jest szkoła dla turystów. Nie jest łatwo. Przez cały miesiąc tańczyłam od poniedziałku do piątku od godziny 8 do 15 – dodaje.

Na zwiedzanie zostały weekendy. Panią Agnieszkę przyciągały szczególnie miejsca związane z flamenco. Z synem Ernestem, którego zabrała ze sobą do Sevilli, zwiedziła między innymi Muzeum De Baile Flamenco.

Odwiedziła też sklep z najlepszymi butami do flamenco. – Nie mogłam przepuścić takiej okazji – dodaje lubinianka. – Chciałam, aby mój syn też miał takie buty. Ale to spory wydatek, a Ernest ma 12 lat, więc stopa wciąż mu rośnie i zaraz byłyby za małe. Nie wiem czym tak ujęliśmy panią w sklepie, ale wyciągnęła buty z zaplecza, powiedziała, że są co prawda używane, ale tylko raz zatańczył w nich świetny tancerz, i dała Ernestowi. I tak dostał swoje pierwsze buty do flamenco – dodaje.

Hiszpania i jej mieszkańcy zauroczyli lubiniankę. Pobyt wspomina z rozrzewnieniem. Miała też jedną niezwykłą sytuację – wzięto ją za Hiszpankę.

– Tańczyliśmy z synem sevillanę w jednej z restauracji. Turyści wzięli nas za Hiszpanów. Zeszło się ich sporo. Później w restauracji powiedzieli nam, że nie musimy płacić za obiad, bo dzięki nam mieli więcej gości – wspomina ze śmiechem.

W Sevilli pani Agnieszka spędziła miesiąc, choć dostała propozycję z Fundacji Cristiny Heeren, aby zostać rok. – Musiałam wrócić. Trzeba zarabiać na życie – dodaje. – Jednak tam nabrałam wiatru w żagle. Będę próbować ściągnąć tamtych wspaniałych hiszpańskich tancerzy do nas, do Lubina. Może uda się zrobić Dni Hiszpanii, z tamtejszą muzyką i jedzeniem. Chciałabym też przygotować koncert, podczas którego wystąpiliby tancerze flamenco i chór górniczy. Fantastycznie by było, gdyby udało się zorganizować taki koncert pod ziemią, w kopalni. To na razie jednak dopiero plany. Chciałaby też poświęcić ten koncert swej zmarłej niedawno przyjaciółce.

A skąd pomysł na połączenie flamenco i chóru górniczego? – W Sevilli tańczyłam tientos, odmianę flamenco. Dowiedziałam się, że w dawnej Andaluzji tańczyły go wdowy po stracie mężów górników, którzy zginęli w kopalni – wyjaśnia pani Agnieszka.

Teraz również lubinianie będą mili okazję zatańczyć tientos. Agnieszka Szłykowicz po raz pierwszy będzie uczyć tego rodzaju flamenco w swojej szkole tańca.


POWIĄZANE ARTYKUŁY