Śledczy wyjaśniają okoliczności śmierci 54-letniego lubinianina, który z ciężkimi obrażeniami ciała trafił najpierw do lubińskiego szpitala, a następnie został przetransportowany do placówki w Nowej Soli. Lekarzom nie udało się jednak uratować mu życia.
Wiadomo że w przedostatni weekend maja mężczyzna przebywał na ogródkach działkowych nieopodal byłej mleczarni w Lubinie. Bawił tam w towarzystwie 60-letniego brata i 30-letniego syna. – Krewni pili alkohol, kiedy doszło między nimi do scysji – relacjonuje Danuta Butrymowicz-Pawlicka, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej w Lubinie.
Z relacji 60-letniego Jana J. wynika, że jego 30-letni bratanek najpierw rzucił się z pięściami na niego, a następnie na swego ojca, 54-letniego Zbigniewa J. Miał okładać go po głowie i klatce piersiowej, powodując obrażenia realnie zagrażające życiu.
Po kilkunastodniowym pobycie w szpitalach Zbigniew J. zmarł. Prokuratura postawiła jego synowi zarzut nieumyślnego spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu, za co grozi kara do trzech lat więzienia.
– Trzydziestoletni Artur J., który był już karany za inne przestępstwa, złożył wyjaśnienia i przyznał się do pobicia ojca. Podaje jednak inny przebieg wydarzeń – wyjaśnia prokurator Danuta Butrymowicz-Pawlicka. Z jego relacji wynika, że zadane przez niego razy nie mogły mieć wpływu na śmierć ojca.
Śledczy przeprowadzili już wizję lokalną, teraz czekają na wyniki sekcji zwłok. Wobec Artura J. prokuratura zastosowała tzw. poręczenie majątkowe i dozór policyjny. Ponadto mężczyzna ma zakaz zbliżania się do rodziny.





