Świadek: Gniewek chciał pobić dyrektorkę

17

Lubiński sąd rozpoczął dziś przesłuchiwanie świadków w sprawie dźgnięcia nożem nauczyciela Zespołu Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących w Lubinie Wacława Gniewka. Wśród nich była m.in. żona poszkodowanego oraz obecna sekretarka, a wówczas stażystka, Magdalena Szprycha. Obydwie panie w chwili wypadku były w sekretariacie, z którego przechodzi się bezpośrednio do gabinetu dyrektora. Obydwie usłyszały także krzyk swojej przełożonej. Jednak ich zeznania były różne.

Najpierw sąd przesłuchał żonę poszkodowanego, która przyznała, że gdy wbiegła do gabinetu dyrektorki i zobaczyła ugodzonego męża, odruchowo wyciągnęła nóż z jego brzucha. Zapytana przez mecenasa Marka Niedźwiedzia, obrońcę Beaty Grzelińskiej, o przyczynę takiego zachowania, stwierdziła, że „nie wie, bo nie miała czasu się nad tym zastanawiać”.

Następnie na salę rozpraw została wezwana obecna sekretarka w ZSZiO. – W gabinecie pani dyrektor był Wacław Gniewek. W pewnym momencie usłyszałam krzyk pani dyrektor. Razem z panią Marią (żona poszkodowanego -przyp. red.) wbiegłyśmy do gabinetu. Na podłodze leżały okulary pani dyrektor. Pan Gniewek zachowywał się, jakby chciał panią dyrektor pobić. Przytrzymała go żona. W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że pani Maria schyla się po nóż, który wyciągnęła z brzucha swojego męża i rzuciła na podłogę. Szybko złapałam za rękojeść i wyniosłam ten nóż z gabinetu, bo bałam się, że znowu coś sobie zrobią – relacjonuje sekretarka.

Jednak nóż ponownie wylądował na podłodze. – Rzuciłam go na ziemię, bo wystraszyłam się, że są na nim moje odciski palców. Wiedziałam jednak, że muszę go zabrać, dlatego delikatnie chwyciłam dwoma opuszkami, tym razem za ostrze, i wyniosłam nóż na korytarz. Tam położyłam go na grzejniku, przy gabinecie pielęgniarki, do której weszłam i powiedziałam co się stało – dodaje.

Świadkowie zeznali też, że podczas feralnego zajścia, gdy na miejscu pojawiła się policja, funkcjonariusze zapytali obecnych w sekretariacie Beatę Grzelińską, Wacława i świadków o to, kto jest sprawcą. – Pan Gniewek od razu powiedział, że to pani dyrektor ugodziła go nożem. Ta natomiast, że pan Wacław sam się dźgnął. Pani Maria stwierdziła, że to musiała zrobić pani dyrektor. Zapytałam wtedy żony pana Wacława skąd może wiedzieć jak było. Nie widziałyśmy przecież całego zajścia. Wtedy pani Maria powiedziała, że mam się zamknąć – twierdzi sekretarka.

Wacław Gniewek uważa, że zeznania sekretarki nie są obiektywne. – Ta pani jeszcze przed rozpoczęciem stażu, na jednym ze znanych portali społecznościowych widniała na liście znajomych pani dyrektor – twierdzi poszkodowany.


POWIĄZANE ARTYKUŁY