Strzały i wybuchy w autobusie

37

– Tak dalej być nie może – denerwują się rodzice z gminy wiejskiej Lubin. Ich dzieci dojeżdżają autobusami do szkół w Lubinie, a cała droga – jak opowiadają opiekunowie – to dla ich dzieci istna gehenna. – Starsi chłopcy ciągle odpalają w autobusach petardy. W końcu skończy się to jakimś nieszczęściem – opowiada jedna z mam.

– Taka sytuacja powtarza się już któryś raz z kolei. Ostatnio kierowcy puściły juz nerwy – zatrzymał autobus i wezwał policję – opowiada kobieta. – I bardzo dobrze, może w końcu tych młodych nauczy to rozumu – mówi wprost.

Kobieta tłumaczy, że zwyczajnie martwi się o zdrowie i życie swojego dziecka. – Przecież petardy odpalone w pomieszczeniu zamkniętym są ogromnym zagrożeniem. Gdzie są rodzice tych dzieci? Czy nie mogą im wytłumaczyć, że tak po prostu nie wolno robić? Moja córka boi się wsiadać do autobusu, bo rzucają to młodszym dzieciom pod nogi – opowiada zdenerwowana.

Prezes lubińskiego PKS-u Kazimierz Ziółkowski przyznaje, że takie sytuacje rzeczywiście się zdarzały. – Szczególnie mamy problem z jednym uczniem. Odpalał petardy w poprzednim roku i robił tak też w tym roku. Ale tutaj odpowiedzialność za wychowanie i bezpieczeństwo dzieci ponoszą rodzice i szkoła. Dlatego postawiliśmy ultimatum – jeśli taka sytuacja się powtórzy, nie sprzedamy temu uczniowi biletu. Rodzice będą musieli go dowozić do szkoły we własnym zakresie – podkreśla.

Odpalanie petard – poza sylwestrem i Nowym Rokiem – a szczególnie w takich miejscach, jak autobusy, jest zakazane. Dlatego, kiedy interweniować będzie policja, taka sytuacja może się skończyć dla młodzieży nawet sądem rodzinnym.

 


POWIĄZANE ARTYKUŁY