Strongman na ławie oskarżonych

17

Nie uwierzyli im policjanci, prokurator, biegły z zakresu techniki samochodowej i firma ubezpieczeniowa. Wszyscy są przekonani, że dwójka 34-latków upozorowała kolizję swych aut, bo chciała wyłudzić wysokie odszkodowanie.

Prokuratura Rejonowa w Lubinie skierowała do miejscowego sądu akt oskarżenia przeciwko legnickiemu radnemu i zarazem znanemu strongmanowi Tyberiuszowi K. oraz Annie R. W wyniku śledztwa ustalono, że 30 sierpnia ubiegłego roku – na skrzyżowaniu drogi krajowej nr 3 w Oborze – zainscenizowali stłuczkę swych samochodów.

Anna R. jechała mercedesem, a Tyberiusz K. chryslerem. Pierwszy pojazd miał niewielkie uszkodzenia na całej długości lewej strony, zaś drugi znaczne uszkodzenia przedniego błotnika, zderzaka i zawieszenia ze zniekształceniem prawego koła.

Tyberiusz K. powiadomił lubińską policję, że kobieta jadąca mercedesem – włączając się do ruchu z prawej strony – wjechała na jezdnię zajeżdżając mu drogę. Twierdził, że nie mógł jej ominąć, ponieważ z przeciwka jechał inny samochód. Drogówce nie pasowała ta wersja wydarzeń i zabrała do komendy uczestników rzekomej stłuczki. Tyberiusza K. zatrzymano.

Tydzień później Anna R. zgłosiła szkodę komunikacyjną za pośrednictwem telecentrum. Podała, że jadąc 20 km na godzinę wymusiła pierwszeństwo przejazdu w wyniku czego doszło do zderzenia z chryslerem. Firma ubezpieczeniowa wartość szkody oszacowała na 19.250 zł, ale odszkodowania nie wypłaciła.

– Tyberiusz K. szkody w swoim pojeździe nie zgłosił. Wartość uszkodzeń w jego pojeździe nie jest znana – informuje Liliana Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Biegły z zakresu techniki samochodowej wykluczył, by uszkodzenia samochodów mogły powstać w okolicznościach podawanych przez uczestników. – Uszkodzenia chryslera wskazują jednoznacznie na działania dużych sił zderzeniowych, albowiem w aucie doszło do wyrwania zawieszenia z przestawieniem koła. Uderzenie mercedesa jadącego z podawaną prędkością nie mogło spowodować tak poważnego uszkodzenia – stwierdził ekspert, który napisał, że istnieje bardzo duża możliwość powstania uszkodzeń „celowo i pod kontrolą”.

Prokurator uznał, że Anna R. i Tyberiusz K. działali wspólnie i w porozumieniu. Oskarżeni nie przyznają się do winy i przekonują, że kolizja faktycznie się zdarzyła. Za usiłowanie oszustwa grozi im kara od pół roku do ośmiu lat więzienia.


POWIĄZANE ARTYKUŁY