Sekcja zwłok 37-letniego ratownika z ZG Lubin nie wykazała co było przyczyną jego śmierci. – Z tego względu prokurator zlecił jeszcze pobranie tkanek do badań histopatologicznych – informuje Liliana Łukasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy.
Wypadek miał miejsce 22 maja. Ratownicy z Jednostki Ratownictwa Górniczo-Hutniczego w Sobinie odbywali rutynowe ćwiczenia w zbiorniku Zimnik w powiecie jaworskim. 37-letni lubinianin nurkował razem z kolegą na głębokości trzech metrów. – W trakcie zanurzania kolega stracił go z oczu. Zanurkował w miejsce, gdzie widzieli się ostatni raz i znalazł mężczyznę leżącego na półce skalnej. Nie miał założonej maski tlenowej – relacjonuje prokurator Łukasiewicz.
Na brzegu natychmiast rozpoczęto reanimację. Niestety 37-latka nie udało się uratować. Wczoraj w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu odbyła się sekcja zwłok ratownika. – Biegły nie określił co było bezpośrednią przyczyną zgonu. Obraz sekcyjny mógł być zaburzony ze względu na to, że prowadzona była intensywna akcja ratunkowa. Biegły określił jedynie, że mężczyzna był zdrowy, nie było udziału osób trzecich – zaznacza Liliana Łukasiewicz.
Prokurator zlecił więc dodatkowe badanie histopatologiczne, które wskaże stężenie tlenku węgla w organizmie mężczyzny. Pobrano też krew, by sprawdzić czy ratownik nie był pod wpływem alkoholu.
Śledztwo ma wykazać czy nie doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci 37-latka.
Mężczyzna w KGHM pracował od 1996 roku, ratownikiem był od 14 lat. Był żonaty, osierocił dwoje dzieci.





