Spełnił dziecięce marzenie

12

Zdobył najważniejszy tytuł. Jest mistrzem. Lubinianin Łukasz Kubot wygrał w finale debla wielkoszlemowego Australian Open. – Dla matki to chyba największa radość, kiedy jej dziecko realizuje swoje marzenia i jest szczęśliwe – opowiada wzruszona matka Łukasza, Dorota Kubot.

– Mąż nie mógł oglądać ze mną tego najważniejszego meczu. Musiał być w Bolesławcu przy chorej matce. Zaprosiłam więc sąsiadów, bo emocje są tak ogromne, że trzeba je z kimś dzielić – opowiada lubinianka. – A ja mam wspaniałych sąsiadów. Cały czas gorąco mu dopingowaliśmy. A kiedy wygrał, ogromna radość. Mój Łukasz mistrzem! – dodaje wzruszona.

Ale prawdziwa radość przyszła po chwili. – Kiedy będąc w Australii, zwrócił się do nas i zaczął mówić po polsku. Dziękował mnie, mężowi, swojej młodszej siostrze. Nawet teraz, kiedy odtwarzam to nagranie – bo oczywiście wszystko nagraliśmy – łzy znowu ciekną po twarzy – opowiada Dorota Kubot.

Łukasz zawsze marzył, by zrealizować się w tenisie. Jego matka znalazła zeszyty jeszcze ze szkoły podstawowej. W siódmej klasie, czyli dokładnie 18 lat temu, napisał rozprawkę „Czy warto uprawiać sport?” Już wtedy chciał osiągnąć sukces.

„Sam uprawiam tenis ziemny od siedmiu lat. Dzięki temu poznałem wiele miejsc w Polsce, jak i w Europie. (…) To wspaniała rzecz, jak tenis, jak sport może złączyć wielu ludzi na całym świecie. Przez te siedem lat poznałem gorycz porażek. Wiem jednak, jak smakuje zwycięstwo. Dzięki temu jestem silnym, bardziej dojrzałym, samodzielnym i zawziętym człowiekiem, który chciałby podbić cały świat” – pisał 14-letni wówczas uczeń Szkoły Podstawowej nr 8.

– I dziś podbił świat. Dzięki ciężkiej pracy, spełnił swoje dziecięce marzenia. Za tę pracę otrzymał ocenę celującą. Kiedy pokazałam to jego ówczesnej nauczycielce, pani Żuk, aż popłakała się ze wzruszenia – mówi matka sportowca.

Ale Łukasz to równocześnie bardzo skromny chłopak. Krępuje go sława i popularność. – Dla niego liczą się ludzie i jego pasja, czyli tenis. Nie lubi rozgłosu. Lubi wpaść do domu, porozmawiać z sąsiadami, tak po prostu, po ludzku. Ale dziś wszyscy o nim mówią, wszystkie gazety o nim piszą. Będzie się więc musiał przyzwyczaić, że jest znany. Ale jestem pewna, że to go nie zmieni. Wiele wymagałam od moich dzieci i wiem, że dobrze je wychowałam. Kiedy coś robią, angażują się w to bez reszty. Bo taką mamy w rodzinie zasadę – jak coś robimy, to zawsze na sto procent – podkreśla matka Łukasza.

Nawet jej trudno dziś powiedzieć, kiedy sportowiec pojawi się w Lubinie, swoim rodzinnym mieście. – Jest bardzo zajęty, nieustannie trenuje. Pewnie jak zawsze, wpadnie na kilka godzin, zje swoją ulubioną zupę pomidorową i poleci dalej. I powie „Mutti, kocham Cię nad życie”. Bo tak się do mnie zwraca. Taki już jest ten mój Łukasz – uśmiecha się Dorota Kubot.


POWIĄZANE ARTYKUŁY