Jako jedyna w Inspektoracie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Lubinie zna język migowy. Obsługa pierwszej niesłyszącej osoby kosztowała ją wiele stresu, jednak – jak sama przyznaje – po kilku miesiącach było już zdecydowanie lepiej.
– Wzajemne zrozumienie nie wymaga od nas perfekcyjnej znajomości tego języka. W końcu każdy posługuje się gestami na co dzień, a osoby głuche lub głuchonieme świetnie je odczytują – zapewnia Marlena Saracyn, specjalista ds. obsługi klienta w lubińskim ZUS-ie.
Od kilku miesięcy, za sprawą wyuczonych gestów, słyszy i mówi do głuchoniemych. Miganiem Marlena Saracyn interesowała się od kiedy pamięta, dlatego na kurs zgłosiła się na ochotnika. – Początki nie były łatwe, a sprawne miganie przyszło z czasem. Pierwszy kurs zrobiłam w 2008 roku. Ostatni, organizowany przez Polski Związek Głuchych, skończyłam już w 2013 w Legnicy. Kurs podzielono na trzy etapy, z których każdy trwał dwa tygodnie i był oddzielony od siebie kilkumiesięcznymi przerwami. Całość zakończyła się egzaminem przed Komisją Egzaminacyjną Oddziału Dolnośląskiego Polskiego Związku Głuchych. To, czego się nauczyłam, pozwala mi na rzeczową i kompetentną obsługę klienta. Porozumiewanie się z osobami niesłyszącymi daje mi sporą satysfakcję – opowiada pracownica lubińskiego ZUS.
– Pani Marlena na co dzień obsługuje wszystkich klientów inspektoratu. Dodatkowo, z racji nabytych kompetencji, pracuje także z osobami niepełnosprawnymi. Jest jedyną migającą pracownicą w naszym inspektoracie. Nie ukrywam, że przydałoby się więcej osób z takimi umiejętnościami. Profesjonalne przygotowanie pracowników ZUS do obsługi niesłyszących to spore udogodnienie dla tego typu klientów. Osoby, które chcą załatwić sprawę przez pracownika ZUS, który jest jednocześnie tłumaczem języka migowego, mogą skorzystać z jego pomocy w Sali Obsługi Klientów, jak również umówić się na indywidualną wizytę w ZUS – tłumaczy Anna Kępka, kierownik ds. obsługi klienta.
Inspektorat ZUS w Lubinie odwiedza średnio dwóch lub trzech niesłyszących w miesiącu. – Za resztę niepełnosprawnych osób sprawy załatwia rodzina, którą chorzy muszą specjalnie fatygować. Kiedy niesłyszący lubinianie dowiedzą się, że mogą załatwić swoje sprawy samodzielnie, bo pani w okienku miga, wybiorą się do nas osobiście. Muszą wiedzieć, że czasy pisania z urzędnikami karteczek się skończyły – podkreśla Marlena Saracyn. Wszystko dzięki temu, że niewidzialna bariera, jaką jest język, została w lubińskim ZUS-ie raz na zawsze przełamana.





