Ślązacy kradli lubińską miedź

28
Przyjeżdżali do Lubina ze Śląska – z Mysłowic i Sosnowca. Zatrzymywali się w którymś z tutejszych hoteli, opracowywali plan, a potem kradli miedź z pociągów. Łącznie w procederze uczestniczyło 15 osób – ośmiu włamywaczy i siedmiu paserów. Nakradli na 160 tys. zł. Wszyscy staną teraz przed legnickim sądem okręgowym.

Miedź kradło ośmiu mężczyzn: 34-letni Szymon K., 27-letni Adrian S, 20-letni Hubert M., 23-letni Mateusz Sz., 36-letni Sławomir P., 28-letni Rafał M., 28-letni Robert Rz. i 40-letni Piotr N. Tylko dwaj ostatni nie byli wcześniej karani, z kolei trzej to recydywiści.
 
Do naszego miasta zawsze przyjeżdżali ze Śląska kilka dni wcześniej i obserwowali przejazd transportów z miedzią. Gdy zlokalizowali odpowiedni, od razu przystępowali do akcji.
 
– Czterech z nich wskakiwało na jadący skład na jeden z końcowych wagonów. Następnie za pomocą szlifierki odcinali ucho drzwi wagonu, po czym zdejmowali plombę zabezpieczająca i chowali się w środku. Po dojechaniu pociągu w umówione wcześniej miejsce, wyrzucali katody miedzi z dwóch stron pociągu. Potem zamykali wagon, zakładali plombę oraz zaginali przecięte ucho tak, aby jak najpóźniej stwierdzono kradzież – mówi Liliana Łukasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy.
 
Później panowie zeskakiwali z pociągu i przykrywali zrzucone katody tak, aby nie było ich widać, a miejsca te oznaczali na drzewach. – Zrzucone katody zabierali czterej inni oskarżani, wśród których jeden prowadził samochód dostawczy, którym wywożono miedź – dodaje prokurator Łukasiewicz.
 
Za każdą taką akcję jej uczestnicy dostawali około 2 tys. zł. W sumie miedź ukradli w ubiegłym roku trzy razy – w styczniu w okolicy Bytomia Odrzańskiego przechwycili około dwóch ton miedzi o wartości ponad 42 tys. zł, w marcu w okolicy Wróblina Głogowskiego ponad cztery tony o wartości prawie 90 tys. zł i w tym samym miesiącu w Koźlicach ukradli około tony miedzi o wartości 25 tys. zł.
 
W ostatnim przypadku policja zatrzymała czterech z mężczyzn na gorącym uczynku. Wcześniej obserwowano ich z policyjnej awionetki. Trzy miesiące później w ręce policji trafiła cała reszta. Okazało się, że nie tylko kradli, ale też sami szukali rynku zbytu dla miedzianych katod.
 
– Skradzione katody przyjęli lub pomogli w ich zbyciu oskarżani o paserstwo: 31-letni Tomasz Ch. z Rzeszotar koło Legnicy, prowadzący tam skup złomu, 29-letni Paweł M. z Bielan koło Wądroża Wielkiego, także prowadzący skup, bracia 42-letni Piotr K. z Kłodzka i 31-letni Tomasz K. z Lądka Zdroju, którzy skontaktowali włamywaczy z Pawłem S. z Bielan i pośredniczyli w transakcji oraz 40-letni Grzegorz Ś., 22-letni Kamil M. i 29-letni Dawid C. z Sosnowca, pomagający w ukryciu łupów – wylicza prokurator Łukasiewicz.
 
Tylko Piotr K. i Paweł S. nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów. Pozostali podejrzani przyznali się i złożyli wyjaśnienia. Wzięli też udział w wizjach lokalnych, wskazując miejsce ukrycia plecaka z narzędziami i kominiarkami. 
 
Z pięcioma podejrzanymi uzgodniono kary w wymiarze czterech lat więzienia, a w jednym przypadku 4,5 roku, w zawieszeniu na sześć lat, dozór kuratora w okresie próby oraz grzywny w wymiarze od 10 tys. zł do 54 tys. zł. Z jednym z oskarżonych uzgodniono karę bezwzględną dwóch lat więzienia i grzywnę 5 tys. zł.
 
Spośród paserów czterech zdecydowało się na dobrowolne poddanie karze. Oprócz Tomasza Ch. są to jeden z braci K. oraz dwaj paserzy z Sosnowca. Prokurator uzgodnił z nimi kary od jednego roku i ośmiu miesięcy do dwóch lat więzienia w zwieszeniu na okres od dwóch do czterech lat próby i grzywny w wymiarze od 1 tys. zł do 6 tys. zł.
 
Sprawą zajmie się Sąd Okręgowy w Legnicy. Posiedzenie o dobrowolne poddanie się karze odbędzie się jeszcze w tym miesiącu.

POWIĄZANE ARTYKUŁY