– No i stało się. Po wielu trudach i przeciwnościach, ale także ogromnym wsparciu władz miasta i powiatu, udało się stworzyć miejsce, w którym lubińscy bezdomni będą cały rok mieli jak w domu – mówi ze łzami w oczach prezes Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta Grzegorz Rzeski. Na otwarciu całodobowego schroniska dla pozbawionych dachu nad głową lubinian, pojawiło się wiele osób, które przyczyniły się do powstania placówki.
Kilka dni temu Grzegorz Rzeski zapewniał, że na ceremonii otwarcia ośrodka, nie ma zamiaru przecinać tradycyjnej wstęgi. I słowa dotrzymał.
Po mszy w kościółku na Starym Lubinie, zaproszeni goście i podopieczni placówki udali się pod budynek schroniska przy ulicy Parkowej. Tam, na biskupa Stefana Cichego, który został poproszony o pobłogosławienie placówki, czekały… sznur, pień i siekiera.
– Kiedyś pewien mężczyzna życzył mi zdrowia, szczęścia i trochę pieniędzy. Wtedy powiedziałem mu, że wystarczy boże błogosławieństwo. Bo kiedy jest boże błogosławieństwo, jest zdrowie, szczęście i trochę pieniędzy. I tego wam życzę z całego serca – mówi biskup.
Po otwarciu i poświęceniu schroniska uczestnicy uroczystości mieli okazję zwiedzić budynek. – Inicjatywa jest naprawdę budująca. Wśród podopiecznych widzę praktycznie samych mężczyzn. Z ciekawości zapytałem prezesa o miejsce dla kobiet, które także mogą być doświadczone bezdomnością. I okazało się, że rzeczywiście są plany, by w przyszłości uruchomić także pokoje dla bezdomnych kobiet, czy matek z dziećmi – mówi starosta lubiński Adam Myrda.
Grzegorz Rzeski nie kryje wzruszenia. – To jest ewenement w skali kraju. Budynek otrzymaliśmy od prezydenta, jednak wszystkie prace remontowe czy wykończeniowe robiliśmy sami. Czuję ogromną satysfakcję, że mogłem zrobić coś dla tego miasta – przyznaje prezes.





