Kolejny samochód wbił się w rondo koło Obi. Tym razem jednak kierowca sam poradził sobie z postawieniem auta z powrotem na jezdni i uciekł, nie zgłaszając wypadku policji.
– To musiało się wydarzyć w nocy, bo policjanci, którzy patrolowali wówczas miasto zauważyli uszkodzenie, ale tego, kto wjechał na rondo, już nie było – mówi aspirant sztabowy Jan Pociecha, rzecznik lubińskiej policji. – Kiedy Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zgłosi nam powstanie uszkodzenia, wtedy będziemy szukać sprawcy – stwierdza.
Zwykle za naprawę ronda płaci ten, kto je zniszczył. Jeśli sprawcy nie uda się ustalić, koszty pokrywane są z ubezpieczenia Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Maksymalnie kosztuje to około 3 tysiące złotych.
Nie jest to pierwszy przypadek, że w konstrukcję, która znajduje się na środku ronda, ktoś wjechał autem. Zazwyczaj zdarza się to w tym samym miejscu. – Tym razem to musiało być duże auto, prawdopodobnie samochód ciężarowy, bo wyrwa w rondzie jest spora – dodaje Pociecha.
![]()
Rzeczywiście ktoś zmiótł nie tylko znak, ale i rozbił kamienną konstrukcję, wbijając się w ziemię, która była pod nią. – Choć może wygląda gorzej od ostatniego uszkodzenia, to szkody są mniej poważne niż poprzednio – mówi Robert Guzek, zastępca kierownika GDDKiA, któremu podlega droga z tym rondem. – Myślę, że naprawa będzie kosztować około 1,5 tys. zł.
Ostatnio nie było podobnych wypadków, ale jeszcze kilka miesięcy temu, rondo trzeba było naprawiać średnio raz w miesiącu.
– Pozostaje nam jeszcze raz apelować do kierowców, aby jeździli ostrożniej. Warunki są coraz gorsze, a kierowcy nie ściągają nogi z gazu – dodaje Guzek.





