Ta historia mogła się skończyć o wiele gorzej. Pani Felicja przewróciła się w autobusie, rozbiła sobie głowę. Pomocy udzieliło jej dwóch mężczyzn. – Lekarz powiedział, że dzięki ich szybkiej reakcji mama nie ucierpiała bardziej. Jest cukrzykiem, więc mogła zapaść w śpiączkę lub umrzeć. Chcieliśmy im bardzo podziękować, ale niestety nie znamy ich nazwisk – mówi Marta Farganus, córka pani Felicji. – Dlatego pomyśleliśmy, że możemy zrobić to poprzez miejski portal.
25 października pani Felicja odebrała wnuczka z przedszkola i chciała dostać się do domu autobusem miejskim. – Jechała z nimi też moja ciocia. Ciocia usiadła z Kubusiem, a mama poszła skasować bilet – relacjonuje przebieg wydarzeń pani Marta. – Gdy autobus wyjeżdżał z zatoczki, kierowca szarpnął. Mama nie zdołała się utrzymać i upadła. Uderzyła się w głowę. Poleciała krew…
Leżącej na podłodze kobiecie pomogli dwaj mężczyźni. Zatamowali krwawienie. Wezwano karetkę. – Cały czas mówili do mamy, żeby nie traciła przytomności, że wszystko będzie w porządku. Jeden z nich poświęcił nawet swoją kurtkę, podłożył pod głowę, wytarł krew – mówi pani Marta. – Zachowali się naprawdę wspaniale. Można powiedzieć, że bohatersko. Nie byli obojętni. A przecież dziś wiele osób woli przejść obok, nie reagować. Często boją się też udzielić pierwszej pomocy, żeby nie zrobić poszkodowanej osobie większej krzywdy – dodaje. – Bardzo dziękujemy tym dwóm panom.
Mama pani Marty jest już w domu. Lekarz zszył jej głowę i powierzył opiece bliskich. Wciąż jednak wspomina wypadek. Dla niej i jej wnuczka Kubusia, który widział krwawiącą babcię, a także dla ciotki pani Marty to było bardzo duże przeżycie.
– Pomyślałam, że nie można tego tak zostawić. Poszłam na policję, ale powiedzieli, że nie mogą nic zrobić. Chcę więc napisać skargę do prezesa PKS-u. Powinien uczulić kierowców, że nie wożą ziemniaków lecz ludzi. Może uda się w ten sposób wpłynąć na nich i nikt więcej już nie ucierpi – stwierdza pani Marta. – To nie była wina mojej mamy, co potwierdzają inni pasażerowie. Trzymała się poręczy, ale nie sposób było utrzymać równowagi, gdy autobus gwałtownie szarpnął – dodaje.
Prezes lubińskiego PKS-u Kazimierz Ziółkowski nie słyszał o tym zdarzeniu, ale jak mówi, wszystko można sprawdzić, bo w autobusach miejskich jest monitoring.
– Jeśli ta pani do mnie przyjdzie chętnie jej wysłucham. Ale zapewniam, że kierowcy są uczuleni na te sprawy. Zdają sobie sprawę, że wożą ludzi i są za nich odpowiedzialni – mówi prezes PKS-u. – Takie wypadki się zdarzają, ale przeważnie z powodu zachowania innych uczestników ruchu drogowego. Przeważnie przy wyjeździe z zatoczek zdarza się, że trzeba gwałtownie zahamować. Kierowcy autobusów muszą dbać o bezpieczeństwo pasażerów, jak i swoje – kończy.





