To jedyne takie miejsce na drogach podlegających głogowskiemu oddziałowi Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, gdzie systematycznie dochodzi do wypadków. Znowu samochód wbił się w rondo między Castoramą a Obi. Trudno zliczyć, który to już raz. My pisaliśmy o tym dwanaście razy w ciągu ostatnich trzech lat.
– To chyba jakiś trójkąt bermudzki, albo raczej rondo bermudzkie – żartują lubinianie, widząc po raz kolejny uszkodzone rondo.
Auta zawsze uderzają w to samo miejsce. Pracownicy GDDKiA zdążyli się już przyzwyczaić do tego, że co kilka miesięcy trzeba lubińskie rondo naprawiać.
– Prawie zawsze udaje się ustalić sprawcę uszkodzenia i z jego ubezpieczenia pokryć koszty naprawy – mówi Robert Guzek, zastępca kierownika głogowskiego oddziału GDDKiA. – Tylko w niektórych przypadkach musimy zapłacić z własnego ubezpieczenia.
Jak mówi młodszy aspirant Karolina Hawrylciów z lubińskiej policji, tym razem stróże prawa nie otrzymali żadnego zgłoszenia o wypadku w tamtym miejscu.
Nie pomagają nawet znaki „Uwaga, śliska nawierzchnia”, które ustawiono przed rondem na początku tego roku. Wypadki wciąż się powtarzają.
Wkrótce po raz drugi sprawdzona zostanie przyczepność nawierzchni lubińskiego ronda. – Zleciliśmy badania i czekamy w kolejce. Takie badania wykonuje nasze laboratorium, a ma bardzo dużo zleceń. Na pewno nawierzchnia ronda zostanie przebadana do końca tego sezonu, czyli do października – dodaje Robert Guzek.
Przypomnijmy, że raz rondo już sprawdzano. Badania wykazały, że nawierzchnia w tamtym miejscu jest śliska. Jeśli drugie badanie także wykaże, że nawierzchnia ronda jest za śliska, trzeba będzie poprawić jej szorstkość. Najprostszym rozwiązaniem będzie zerwanie nawierzchni i położenie nowej.





