Pani Wandzie z ul. Niepodległości od niedzieli woda kapie na głowę. Telefony do spółdzielni mieszkaniowej nic nie dają. – Przyszedł jakiś pan, popatrzył i poszedł, a z sufitu wciąż kapie – mówi rozżalona lubinianka. W takiej sytuacji jest nie tylko ona.
– Mieszkam tu od 40 lat i jeszcze tak źle nie było – martwi się Wanda Warmuz, która mieszka na dziesiątym piętrze. – Zaczęło się w niedzielę. Oglądałam Jurka Owsiaka i usłyszałam, że leje się woda, pomyślałam: o, odwilż. Podeszłam do okna – nic. Poszłam do drugiego pokoju, a tam z góry leci ciurkiem woda – opowiada.
![]()
Do tej pory pani Wandzie zalało już dwa z trzech pokoi. Na ścianie trzeciego pojawiły się zaś zacieki. A woda wciąż kapie. Jak ją zatrzymać?
Lubinianka jest niepełnosprawna, niewiele może zrobić. Ma nawet trudności z wylewaniem wody z misek, które porozstawiała w pokojach. – Zadzwoniłam do firmy, w której mam ubezpieczone mieszkanie i do spółdzielni. Ze spółdzielni ktoś przyszedł dopiero we wtorek – żali pani Wanda.
We wtorek woda była już jednak nie tylko w mieszkaniu pani Wandy, ale i sąsiadów mieszkających pod nią, na dziewiątym i ósmym piętrze. Pracownik spółdzielni zaś popatrzył, powiedział, że rzeczywiście kiepsko to wygląda i poszedł.
Dopiero w czwartek pojawiła się ekipa ze spółdzielni, która zaczęła usuwać lód i śnieg z budynku.
– Leje się tak jak wszędzie się leje – odparł prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Staszica. – Dzisiaj przyszła ekipa, która usunie nawisy i lód. Sukcesywnie jest to robione na każdym bloku, którym administrujemy. Usuniemy przyczyny, czyli topniejący lód, a skutkami będziemy mogli się zająć, gdy się poprawi pogoda – dodaje Mieczysław Bober.
Na próbę zadania pytania, o to czy nie można było zająć się w pierwszej kolejności blokami, których mieszkańcy górnych pięter są w najgorszej sytuacji, szef spółdzielni bardzo się zdenerwował. Odparł, że rozmowa go irytuje.
Nie dało się go też zapytać o to, czy spółdzielnia jest w stanie jakoś pomóc zalanym mieszkańcom. Za odpowiedź musi wystarczyć lokatorom: – Wyszło jak wyszło – to słowa prezesa, połączone z lakonicznymi przeprosinami.
Wyszło jak wyszło, a pani Wandzie po usunięciu lodu i śniegu z dachu nadal będzie kapać woda na głowę? Czy ktoś ze spółdzielni zabezpieczy jakoś miejsca, gdzie leje się woda? – pytamy publicznie, bo telefonicznie się nie udało.
![]()
W podobnej sytuacji jak pani Wanda są mieszkańcy ulicy Sowiej. Już z zewnątrz widać, że z blokiem jest coś nie tak.
Na zewnętrznej ścianie budynku wiszą wielkie sople lodu. Mieszkańcom trzech górnych pięter woda przeciekła do domów. Nie jest co prawda tak tragicznie jak u lubinianki z dziesiątego piętra wieżowca na Niepodległości, ale sytuacja też nie jest miła.
Budynkiem na Sowiej zarządza PKP Oddział Gospodarowania Nieruchomościami. I tutaj mieszkańcy nie mogą się doprosić, aby przyszedł ktoś i usunął lód zalegający na budynku i zabezpieczył jakoś ich mieszkania.





