Szykują się zmiany w urzędzie miejskim oraz urzędzie gminy wiejskiej Lubin. Prezydent wraz z wójtem ustalili, że skoro takie płaszczyzny jak oświata, komunikacja i drogi są wspólne dla obu samorządów, to powinni się nimi zajmować ci sami urzędnicy. Będzie to znaczne ułatwienie dla mieszkańców, bo skróci się czas załatwienia spraw urzędowych, ale dla pracowników obu urzędów oznacza to zwolnienia. Pracę może stracić nawet 40 osób.
Generalnie chodzi o oszczędności. W urzędzie miejskim pracuje dziś 120 osób, a w urzędzie gminy – 63. Jak szacują włodarze, koszt utrzymania jednego urzędnika to około 40-50 tys. zł rocznie. W przypadku dziesięciu osób to już 400-500 tys., a wciągu dziesięciu lat – 4-5 mln zł oszczędności. Ponadto, dziś praca wielu urzędników w obu samorządach zwyczajnie się dubluje.
![]()
– Kompetencje urzędników w urzędzie miejskim, powiatowym i gminy faktycznie niejednokrotnie się dublują, wydłużając niepotrzebnie procedury, komplikując proces załatwiania spraw przez mieszkańców. Optymalizacja zatrudnienia na pewno jest potrzebna – przyznaje Maja Grohman, pełniąca obowiązki rzecznika wójta Tadeusza Kielana. – Zresztą optymalizacja zatrudnienia w urzędzie gminy była jednym z elementów programu wyborczego wójta i podobnie jak pozostałe będzie realizowana. Wójt Tadeusz Kielan objął stanowisko niewiele ponad dwa miesiące temu, dlatego też struktura organizacyjna urzędu czy zakresy obowiązków urzędników są cały czasy szczegółowo analizowane. Ocena tego czy urzędnik ma za dużo pracy czy też jest niedociążony nie jest prosta i wymaga czasu – zaznacza.
Zarówno rzecznik miasta, jak i gminy, tłumaczą, że dziś jest jeszcze za wcześnie, by mówić o szczegółach. Nie kryją jednak, że szykowany jest wspólny wniosek prezydenta i wójta do Powiatowego Urzędu Pracy dotyczący zwolnień grupowych.
![]()
– Za wcześnie, by mówić o konkretnych liczbach. Na pewno połączenie urzędu miejskiego z urzędem gminy w niektórych płaszczyznach spowoduje konieczność redukcji niektórych etatów urzędniczych. Być może będzie to około 40 etatów, być może mniej – szacuje Jacek Mamiński, rzecznik prezydenta Roberta Raczyńskiego.
By zobrazować cały proces, Jacek Mamiński przypomina sytuację sprzed czterech lat, kiedy łączono pewne zadania urzędu miejskiego z zadaniami wykonywanymi wcześniej przez starostwo powiatowe, np. szkolnictwo ponadgimnazjalne czy też zarządzanie drogami.
– Wtedy część urzędników, głównie ze starostwa, straciła pracę, bo nadzór nad tymi zadaniami przejęli urzędnicy z miasta, którym zwiększono zakres obowiązków. Podobnie będzie teraz. Na pewno wspólne będzie zarządzanie szkolnictwem, drogami, komunikacją autobusową – wylicza Jacek Mamiński.
Maja Grohman podkreśla jednak, że nie jest przesądzone kto miałby stracić pracę – czy będą to urzędnicy miejscy czy gminni.
– Nie jest przesądzone – co pan wójt podkreślał niejednokrotnie – że zwalniani będą pracownicy urzędu gminy. Optymalizacja zatrudnienia to z definicji metoda wyznaczania najlepszego rozwiązania, więc ci najlepsi urzędnicy mogą spać spokojnie, a mieszkańcy, petenci powinni wiedzieć, że zostaną właściwie obsłużeni – podkreśla.
Od razu nasuwa się wniosek, że łączenie pracy urzędników z obu samorządów, to wstęp do połączenia obu gmin. – Optymalizacja zatrudnienia to jedno i to leży w gestii wójta czy prezydenta, natomiast łączenie to sprawa rozpatrywana, ale ostateczną decyzję – tak jak zapowiadał wójt – podejmą mieszkańcy – zapewnia Maja Grohman. http://youtu.be/jerjkBdgni0





