PKS: Rozjechali nas busiarze!

34

Zaognia się sytuacja w lubińskim PKS. Wygląda na to, że porozumienia na linii zarząd – związkowcy nie będzie, co może oznaczać tylko jedno – strajk kierowców. Prezes spółki Kazimierz Ziółkowski zaprosił dziś media, by poinformować, że firmy nie stać na spełnienie żądań załogi. Z drugiej jednak strony zapewnia, że nie dopuści do strajku.

Powodem konfliktu są dwie kwestie – wypłata zaległych świadczeń socjalnych za lata 2013-2014 oraz 20 procent podwyżki dla każdego pracownika. Tego oczekują związkowcy. Prowadzono mediacje, ale do porozumienie nie doszło, dlatego załoga rozpoczęła akcję protestacyjną.

– W tym roku pakiet świadczeń socjalnych, czyli paczki dla dzieci, pomoc świąteczna bożonarodzeniowa i wielkanocna, wczasy pod gruszą oraz zapomogi losowe będą zrealizowane. W latach ubiegłych fundusz nie mógł być wypłacany ze względu na złą sytuację finansową. Żeby teraz wypłacić zaległy fundusz socjalny musiałbym zaciągnąć kilkaset tysięcy złotych kredytu. Nie widzę w tym wielkiego sensu – mówi wprost Kazimierz Ziółkowski, prezes lubińskiego PKS.

Co do podwyżek prezes też jest nieugięty. Przyznał, że nie jest zwolennikiem podwyższania pensji na zasadzie wszystkim po równo, ale zaproponował związkowcom, by od lutego podnieść ich pensje o 5 procent, a później o tyle samo w drugiej połowie roku. Jednak pod warunkiem, że PKS wygra przetarg ogłoszony przez miasto na prowadzenie komunikacji publicznej w całym powiecie.

– Jeśli tego przetargu nie wygramy, firma przestanie funkcjonować. Nie mogę więc dziś dać kierowcom podwyżek, kiedy jej los nie jest jeszcze znany – zaznacza Ziółkowski.

Zdaniem prezesa zarobki w PKS i tak nie należą do najgorszych. Podaje przykłady średniej pensji kierowcy komunikacji miejskiej – to 3,8-3,9 tys. zł brutto miesięcznie. Natomiast kierowcy komunikacji międzymiastowej – około 3 tys. zł brutto.

– Zarobki wynikają z kilku czynników – więcej zarabia na pewno kierowca, który jeździ po mieście. Może wypracować więcej godzin, wziąć nadgodziny. Natomiast kierowca, który wozi dzieci do szkoły w którejś ze wsi jedzie rano, później czeka i odbiera dzieci po południu. To normalne, że zarobi trochę mniej – informuje prezes.

W odpowiedzi związkowcy pokazują nam fiszki pracowników przedsiębiorstwa. – Jeden zarobił 2,5 tys. brutto, drugi 2,4, inny 2,6 tys. zł. Są też osoby z najniższą krajową – wylicza Piotr Humecki, przewodniczący NSZZ Pracowników PKS w Lubinie. – To są ludzie, którzy pracują np. 24 dni w miesiącu. Tymczasem dotarliśmy do dokumentów, z których wynika, że zarząd i rada nadzorcza zarobili w ubiegłym roku około milion złotych. Zapytaliśmy o to podczas mediacji i prezes nie zaprzeczył – dodaje.

Zaprzeczył z kolei dziennikarzom. Poinformował, że nie jest to milion, ale mniejsza kwota. Jaka? Tego już nie zdradził.

Sytuacja jest patowa. Z jednej strony – według zapewnień prezesa – spółki nie stać na spełnienie żądań związkowców, z drugiej jednak strony – jeśli dojdzie do zapowiadanego strajku, PKS-owi grożą kary finansowe, jeśli na ulice nie wyjadą autobusy. Takie kary też oznaczałyby upadek firmy.

– Nasza sytuacja jest dziś trudna. Rynek jest bardzo konkurencyjny, zostaliśmy praktycznie rozjechani przez busiarzy, mniej osób dojeżdża do pracy autobusami międzymiastowymi, spada liczba uczniów. Dziś nasze przychody są o około milion złotych mniejsze rocznie. Tylko podpisanie umowy z miastem jest gwarancją na dalsze funkcjonowanie. Nie mogę jednak dopuścić do strajku. Zresztą nie pozwolę na to – dodaje.

Ostatnio prezes zabronił kierowcom oflagowania autobusów. – Autobusy nie są mieniem związkowym. Po drugie nie mają uchwytów do oflagowania, po trzecie według umów zawartych z prezydentem, zawieszenie flag skutkowałoby nałożeniem na nas kar finansowych – informuje prezes Ziółkowski.

Związkowcy nie chcą sięgać po ostateczność, jaką jest strajk, ale mówią, że nie mają innego wyjścia. – My nie trzymamy się sztywno tego, że chcemy 20 procent. Zaproponowaliśmy 15 procent, prezes wciąż mówi nie, jednocześnie nie proponuje np. 12-13 procent. Może i zgodzilibyśmy się nawet na te 10 procent, ale jeśli dostalibyśmy gwarancję, że na pewno. A prezes mówi nam, że teraz da 5 procent i może później 5 procent. My chcemy konkretów i gwarancji. Co my mamy zrobić, jeśli od kilku lat ciągle słyszymy tylko nie i nie? Prezes zabrał nam już część świadczeń socjalnych, może niedługo będziemy musieli oddać mu jeszcze połowę wypłaty? – pyta Piotr Humecki. http://youtu.be/AkuJ0nmSBss


POWIĄZANE ARTYKUŁY