Podjechała pod swój bar, do którego przywiozła towar. Jej chwilową nieuwagę wykorzystał 35-letni lubinianin. Mężczyzna włamał się do auta, ukradł z niego kolekcjonerskie monety, plecak z ubraniami, ładowarkę do telefonu, wykręcił nawet halogenową żarówkę. Okazało się, że był pijany.
Sytuacja miała miejsce wczoraj około godziny 6 rano na Ustroniu. 45-letnia lubinianka, która prowadzi tam bar, podjechała pod lokal swoim BMW. Przywiozła towar i zaniosła go do baru. Była już w środku, gdy usłyszała na zewnątrz hałas, dobiegający z miejsca, gdzie zostawiła samochód. Natychmiast wezwała policję.
– Po przybyciu na miejsce policjanci zatrzymali włamywacza na gorącym uczynku. Jak się okazało, 33-letni mieszkaniec Lubina dostał się do pojazdu wybijając szyby w drzwiach – informuje aspirant Karolina Hawrylciów z lubińskiej komendy. – Z wnętrza ukradł wszystko, co zobaczył w zasięgu wzroku, czyli sześć monet okolicznościowych, plecak z odzieżą, ładowarkę samochodową, a po wyjściu z pojazdu, po uprzednim zdemontowaniu, ukradł nawet żarówkę halogenową – dodaje.
33-latek zniszczył też samochód – wziął kamień i uderzał nim w dach BMW. Wartość wszystkich strat oszacowano na 3 tys. zł.
– W trakcie zatrzymania mężczyzna dopuścił się jeszcze jednego przestępstwa, znieważając funkcjonariuszy podejmujących wobec niego czynności służbowe. Włamywacz popełnił te czyny będąc w stanie nietrzeźwości, miał w swoim organizmie prawie dwa promile alkoholu. Wczoraj w godzinach wieczornych, po wytrzeźwieniu usłyszał zarzuty. Przyznał się do winy i wyraził chęć dobrowolnego poddania karze. Za popełnione czyny grozi mu kara do 10 lat pozbawienia wolności – uzupełnia asp. Hawrylciów.





