Niezapomniany Koncert Noworoczny z Narodową

44

To był wieczór, który miał wszystko: klasę, temperament, wzruszenie i radość grania. Koncert Noworoczny Narodowej Orkiestry Dętej w Lubinie nie tylko spełnił oczekiwania publiczności, ale w wielu momentach je przekroczył – i to z rozmachem, którego nie powstydziłaby się żadna europejska stolica muzyki.

Centrum Kultury Muza wypełniło się po brzegi dźwiękiem, energią i emocjami. Już od pierwszych taktów było jasne, że będzie to muzyczne wydarzenie, w którym artyści i publiczność stworzą prawdziwą symbiozę. Walce, polki, marsze i wielkie arie – znaki rozpoznawcze noworocznej tradycji – zabrzmiały w Lubinie z niezwykłą mocą i świeżością.

Program koncertu czerpał z najlepszych wzorców światowej tradycji. Byli Strauss i Lehár, był Bizet, Offenbach, Mozart, Verdi i Shostakovich. Nie mogło zabraknąć „Nad pięknym modrym Dunajem” ani Marsza Radetzkiego – utworów-symboli, bez których żaden koncert noworoczny nie jest kompletny.

Jednak to, co wydarzyło się w Muzy, nie było kopią wiedeńskiego rytuału. To była jego autorska, pełnokrwista interpretacja. Czy orkiestra dęta może „wycisnąć” dźwięki porównywalne do Filharmoników Wiedeńskich? Odpowiedź przyszła sama – prosto z widowni.

– Doskonale ujęła to jedna z melomanek, która po koncercie powiedziała mi: jednak smyczki brzmią trochę nudnawo, dźwięk jest niepełny. A orkiestra dęta w pełnej krasie sprawia, że koncert jest niepowtarzalny. Muzycy Narodowej, jak zawsze, dali z siebie wszystko, ale tu przede wszystkim chodzi o charakter, oni go mają – mówi Sebastian Perłowski, dyrygent o międzynarodowym dorobku, który poprowadził Narodową Orkiestrę Dętą z wyczuciem stylu, humorem i sceniczną energią.

– Jestem z nich bardzo dumny, cieszę się, że aż tak bardzo nie męczyłem ich na próbach i oddali to na koncercie – przyznaje z uśmiechem. – Była energia ze sceny, ale płynęła również od publiczności. Jestem niezwykle zaskoczony – i mówię to bez żadnej fałszywej kokieterii – ludzie na widowni potrafili bić takie rytmy, jakich wiedeńska publiczność nie potrafi. Pierwszy raz w życiu spotkałem się z takim poczuciem rytmu wśród słuchaczy – dodaje Sebastian Perłowski.

Na scenie nie zabrakło wielkich emocji także za sprawą solistów światowego formatu. Sopran Ewy Tracz zachwycał lekkością i blaskiem, baryton Stanisława Dudy – elegancją i głębią brzmienia. W połączeniu z potężnym, barwnym dźwiękiem orkiestry powstało muzyczne widowisko, które raz wzruszało, raz porywało do spontanicznego aplauzu.

– Wspaniali muzycy i cudowna publiczność, ten wieczór mógłby trwać i trwać. Emocje nie do opisania – podkreśla Urszula Kozon, dyrektor Narodowej Orkiestry Dętej w Lubinie. – Myślę, że każdy, kto był dziś na koncercie, potwierdzi, że pozostanie on na długo w naszej pamięci i sercach. Jestem niezwykle dumna, że lubinianie w taki sposób przyjmują artystów – muzyków i solistów, bo oni to czują i oddają to swoimi występami. Koncert Noworoczny Narodowej Orkiestry Dętej w Lubinie był czymś więcej niż tylko eleganckim początkiem roku. Był manifestem radości, wspólnoty i wiary w siłę muzyki. Jeśli taki ma być 2026 rok – pełen energii, uśmiechu i pięknych emocji – to lepszego otwarcia nie można było sobie wymarzyć – dodaje dyrektor Urszula Kozon.

AUTOR MG

Fot. Tomasz Folta


POWIĄZANE ARTYKUŁY