– Czterech wielkich policjantów pobiło bezbronnego mężczyznę, myląc go z gościem, który jest poszukiwany listem gończym. To jakiś absurd! Ktoś narozrabiał, a mojego faceta potraktowali jak szmatę! Niech ludzie wiedzą, jak lubińska policja traktuje uczciwych obywateli – mówi lubinianka Ludgarda Paderewska, która skontaktowała się z naszą redakcją. Kobieta jest oburzona postawą funkcjonariuszy, choć – jak twierdzi rzecznik lubińskiej policji – nie ma ku temu najmniejszych powodów.
Sytuacja miała miejsce wczoraj przy ul. Marii Skłodowskiej-Curie w okolicach tzw. samotniaków.
![]()
– Tyle co wróciliśmy z Kamilem z Kościelca, gdzie pracujemy przy zbiorze malin. Ja poszłam do mieszkania, a mój narzeczony przed blok. Chwilę później do mieszkania weszli gliniarze, a chwilę później sąsiedzi zaczęli krzyczeć, że Kamila gonią policjanci – opowiada 43-latka.
Z relacji kobiety wynika, że mężczyzna został złapany przez funkcjonariuszy dopiero pod wiaduktem przy ul. Wójta Henryka. – Mówili, że go szukają. Mój narzeczony na pewno jest niewinny. Nie mam pojęcia, dlaczego zaczął uciekać. Może to taki odruch? – zastanawia się kobieta.
– Gonili go te kilkaset metrów, aż w końcu powalili na ziemię i zaczęli bić, kopać. To mogą potwierdzić sąsiedzi. Później skuli go w kajdanki, podjechał nieoznakowany policyjny samochód i zawieźli go na Traugutta. Mój przyszły mąż ma teraz obite żebra i złamany nos, a ja nie mam z nim żadnego kontaktu. Na komendę wysłałam nawet karetkę, ale policjanci nie chcieli początkowo wpuścić lekarzy w celu udzielenia pomocy medycznej – mówi zrozpaczona lubinianka.
Jak tłumaczy rzecznik lubińskiej policji, aspirant sztabowy Jan Pociecha, funkcjonariusze zatrzymali dokładnie tę osobę, którą planowali. Jak się okazało, mężczyzna ma na koncie sześć włamań do altanek na terenie naszego powiatu. O pomoc w przeprowadzeniu akcji zwrócili się do nich mundurowi, najprawdopodobniej z terenu Mazur, skąd pochodzi narzeczony Ludgardy Paderewskiej.
![]()
– Ponadto w zatrzymaniu brali udział nie czterej policjanci, a trzej i policjantka. Początkowo funkcjonariusze udali się do mieszkania, gdzie mógł przebywać poszukiwany, lecz go tam nie zastali. Mężczyzna ukrył się w krzakach, blisko bloku, więc bardzo szybko został zauważony przez policjantów, którzy natychmiast podjęli pościg – tłumaczy Jan Pociecha.
Jak zapewnia rzecznik lubińskiej komendy, uciekinier został potraktowany adekwatnie do sytuacji. – O pobiciu nie ma jednak mowy. Podczas akcji policjanci zastosowali jedynie chwyty obezwładniające, po czym skuli pana kajdankami – wyjaśnia.
Teraz lubińscy funkcjonariusze ustalą czy były to jedyne przewinienia zatrzymanego.





